
Gdynia. Kolejny przystanek na trasie LIGOWCA, który w tym roku odwiedził ponad 20 stadionów. Byliśmy już kilka razy na Północy, ale nigdy wcześniej nie mieliśmy okazji wizytować piłkarskiego Trójmiasta. Miejsca, które po raz pierwszy od sezonu 2007/2008 nie ma przedstawiciela Ekstraklasy. Powierzchni, która pod względem tytułów została daleko w tyle za innymi regionami Polski. Mimo różnych problemów i niedostatków Arka Gdynia z Lechią Gdańsk mają się dobrze – przynajmniej tak nam się wydaje po tym co zobaczyliśmy w piątkowy, iście zimowy wieczór.
Nie będziemy ukrywać, ale na skład Fortuna 1 ligi w tym sezonie to zacieraliśmy ręce. Myśl o Trójmieście i derbowej potyczce Arki z Lechią przewijała się w naszych głowach już latem, gdy stało się jasne, że po 15 latach oba kluby spotkają się w I-ligowych okolicznościach. Chociaż sami do końca nie wiedzieliśmy, jak to będzie. W Gdańsku, przez dłuższą chwilę pojawiło się zagrożenie, że Lechia nie przystąpi do rozgrywek. W Arce na dobre trwał konflikt kibiców z właścicielami. Do tego nowi trenerzy i nowi zawodnicy, którzy w niezliczonych ilościach przewijali się przez klubowe korytarze. Wszystko było tam wielką niewiadomą. Kolejna podróż w nieznane…
Tak to się wszystko poukładało w tym sezonie, że piątkowe spotkanie było meczem na ligowym szczycie. Wygrywająca w ostatnich tygodniach wszystko jak leci Arka Gdynia i niepokonana od kilku tygodni Lechia Gdańsk – Derby Trójmiasta przez duże D. Byłoby więc dużym niedopatrzeniem z naszej strony, gdyby nas tam po prostu mogło zabraknąć w ten zimny i jak się później okazało śnieżny wieczór. W trakcie, gdy część z Was leżała sobie pod kocykiem ze szklaneczką herbatki my pokonaliśmy kolejne kilometry oby nakręcić dla Was (również dzięki Wam – patronom) kolejny VLOG. Efekty możecie zobaczyć poniżej na naszym kanale, który powoli dobija do dwucyfrowej ilości subskrybentów – co nas niezmiernie cieszy.
Oceny, łapki, komentarze oczywiście zostawiamy Wam, ale mimo najgorszych warunków pogodowych wyszło całkiem nie najgorzej – przynajmniej dla gospodarzy, którzy po 16 latach wreszcie zrobili to. Zwycięska bramka Marcjanika w 250 spotkaniu w żółto-niebieskich barwach, która umocniła Arkę na pozycji lidera. Kolejne czyste konto (piąte w ostatnich siedmiu meczach) Pawła Lenarcika. Do tego Olaf Kobacki piłkarzem października i za chwilę pewnie trener Wojciech Łobodziński po raz drugi z rzędu trenerem miesiąca. Czego chcieć więcej w Gdyni? Chyba już tylko awansu na boisku i większej otwartości na gości poza nim, bo chcieliśmy pokazać więcej.
Reasumując… Wypad na Wybrzeże (mimo, że nie udało się wejść głębiej w klubowe zakamarki) na plus. Atmosfera na trybunach (mimo braku gości) kapitalna. Mecz (mimo warunków pogodowych) nie zawiódł – przynajmniej nas. Trzy razy TAK więc nie wykluczamy, że i w tym sezonie jeszcze zawitamy do Trójmiasta, aby zobaczyć z bliska inny, piękny obiekt. Okazji na pewno nie zabraknie, bo i Arka Gdynia i Lechia Gdańsk zdają się grać na poważnie o powrót na boiska Ekstraklasy.
Hubert Mikusiński