Śp. Paweł Zarzeczny w swoim przekornym stylu mawiał: Wszędzie kopią tak samo, tylko za różne tygodniówki. Zacierające się różnice między ligami łatwo zaobserwować na krajowym podwórku, gdzie na inaugurację sezonu 2023/2024, swoje pierwsze ligowe zwycięstwa w nowej, piłkarskiej rzeczywistości świętowała większość beniaminków. Zaczął w poprzedni, piątkowy wieczór Motor Lublin, później w sobotę zrobiła to Polonia Bytom i Olimpia Grudziądz, a w niedzielę spotkanie na swoją korzyść zakończył Znicz Pruszków. Tylko Stali Stalowa Wola (0:0) i Polonii Warszawa (z 2:0 na 2:3) nie udało się zaliczyć wymarzonego powitania z rozgrywkami, które w ostatnich sezonach dla wielu beniaminków stały się przepustką do lepszego, piłkarskiego świata.

Odosobnioną historią jest oczywiście droga Ruchu Chorzów, który sezon po sezonie piął się od III ligowych rozgrywek, aż do Ekstraklasy. Poprzednim klubem, który dokonał podobnej rzeczy na polskich boiskach był odradzający się ŁKS, ale czas realizacji tego zadania był nieco dłuższy. Swoje po spadku do II ligi zrobiła również inna drużyna, dobrze znająca zapach ekstraklasowych boisk. Górnik Łęczna potrzebował dwóch sezonów, aby wrócić z powrotem na zaplecze Ekstraklasy, a gdy już to uczynił, to od razu przez baraże, na chwilę wskoczył do najwyższej klasy rozgrywkowej. W roli I ligowego beniaminka awans na wyciągnięcie ręki miał również Radomiak, który finałowy baraż w Grodzisku Wielkopolskim przegrał z Wartą Poznań.

Na przestrzeni ostatnich 11 sezonów w I lidze mieliśmy 35 beniaminków…. Nie wpadlibyście na to nigdy, ilu z nich już w pierwszym sezonie spadło z ligi… 8! Słownie tylko osiem klubów! Zadomowić się więc w I lidze nie jest wcale tak trudno, jakby się mogło to niektórym wydawać. Podobnie sprawy mają się również w II lidze. Tam przepisem na awans w ostatnich latach było po prostu samo bycie tym beniaminkiem. Sztuka błyskawicznego przeskoku kolejnego poziomu rozgrywkowego w poprzednim sezonie mogła udać się duetowi ligowych nowicjuszy, którzy przez cały sezon wymieniali się pozycjami na ligowym tronie. Kotwica Kołobrzeg swoją szansę na własne życzenie zmarnowała, a Polonia Warszawa w pełni ją wykorzystała. Podobnie zresztą jak do niedawna inni, chwilowi II-ligowcy. Poza wspomnianym chorzowskim Ruchem czy Górnikiem Łęczna szybki awans na zaplecze Ekstraklasy zaliczyły w ostatnich latach również GKS Jastrzębie czy też grająca tam do dziś Odra Opole.

Czy więc w Stalowej Woli, Bytomiu, Pruszkowie lub stolicy mogą spać spokojnie? Po części tak. Śmiertelność beniaminków na boiskach I i II ligi w ostatnich latach jak widać jest dość niska. W poprzednim sezonie spośród wszystkich świeżaków tych rozgrywek spadła tylko Siarka Tarnobrzeg oraz Chojniczanka Chojnice. Wcześniej rady nie dała Olimpia Grudziądz (I liga) oraz Pogoń Grodzisk Mazowiecki (II liga). W innych sezonach na zapleczu Ekstraklasy czy też w II lidze z powodzeniem (mniejszym lub większym) radziły sobie albo radzą m.in. grająca tam do dziś Radunia Stężyca lub do niedawna rezerwy Śląska, które na drugoligowej powierzchni utrzymały się dłużej niż rok. Po awansie z rozgrywkami Fortuna 1 ligi od razu nie żegnały się również mało skuteczne zespoły Skry Częstochowa czy grającej tam do dziś Resovii Rzeszów.

Reasumując – beniaminkowie nie pękajcie, wygrywajcie i niekoniecznie o spadek grajcie.

Hubert Mikusiński