Przez ostatnie lata na zapleczu Ekstraklasy prawdziwą moc pokazało wielu beniaminków. Nic więc dziwnego, że przed startem obecnych rozgrywek wiele obiecywaliśmy sobie po pierwszoroczniakach. Tymczasem w Kołobrzegu, Stalowej Woli i Siedlcach, gdzie nie brakowało w tym sezonie zmian trenerskich nauczycieli i piłkarskich uczniów, nauka w drugiej klasie rozgrywkowej idzie bardzo opornie. Na tyle opornie, że całej trójce grozi przeniesienie na inny poziom, ligowego nauczania.

Górnik Łęczna, ŁKS Łódź, Stal Rzeszów, Ruch Chorzów, Motor Lublin – w ostatnich latach na I-ligowych boiskach co sezon było komu bić brawo. Piłkarscy przybysze po różnych przejściach dodawali kolorytu oraz mocą rozpędu nie tylko potrafili utrzymać się na tym poziomie, ale też wjechać do Ekstraklasy. W obecnym sezonie żaden z beniaminków nie potrafił odbić się od ligowego dna i pomknąć w bezpieczne rejony tabeli. Co gorsza jeden ligowy świeżak okazuje się gorszy od drugiego, a ten drugi od trzeciego.

W pierwszych pięciu ligowych kolejkach rozegranych w 2025 roku ani Kotwica Kołobrzeg, ani Stal Stalowa Wola, ani tym bardziej zamykająca ligową tabelę Pogoń Siedlce wciąż nie wiedzą, jak sięgnąć po upragniony komplet punktów. Indolencja beniaminków trwa w najlepsze, ale uprzejmość rywali z Opola, Poznania i czasem również Głogowa jest na tyle duża, że na niecałe dwa miesiące do zakończenia rozgrywek można wszystko jeszcze odwrócić. Zwłaszcza w Kołobrzegu, gdzie ostatnio udało się wygrać tylko jedno z dziewiętnastu ostatnich spotkań, a po odzyskaniu możliwości rejestracji zawodników walka o utrzymanie zdaje się zaczynać na nowo.

Zupełnie inaczej sytuacja zdaje się wyglądać w Siedlcach. Wracająca po sześciu latach do tej ligi Pogoń rozdaje punkty na prawo i lewo, a jej ostatnie zwycięstwo (wyrwane w końcówce spotkania) miało miejsce na początku listopada z Kotwicą Kołobrzeg. Jedna wygrana na siedemnaście ostatnich prób i osiem punktów straty do zluzowania z ostatniego miejsca sprawiają, że z każdą kolejną kolejką cel minimum, jakim było utrzymanie znacząco się oddala. – Myślałem, że zarząd będzie bardziej zdeterminowany, jeśli chodzi o transfery – podkreślał przed startem drugiej części sezonu Adam Nocoń. Marnym więc pocieszeniem w obecnej sytuacji dla obecnego trenera Pogoni wydaje się fakt, że dla święcącego się nieustannie na czerwono beniaminka w 2025 roku gole zdobywają zawodnicy (Marcin Flis i Damian Jakubik) pozyskani zimą.

Oczekiwania i to nie małe (zwłaszcza po zimowej ofensywie transferowej) można było mieć wobec Stalówki. Powrót po wielu latach do ligi, którą kiedyś przy Hutniczej wszyscy znali jak własną kieszeń zdaje się być dziś niekończącym się koszmarem. Stali Stalowa Wola od początku sezonu, aż do teraz ma problem, a ten problem to postawa drużyny, która na swoim stadionie ostatni raz wygrała końcówką września i od czterech spotkań nie jest w stanie zdobyć nawet gola. Nowego życia w przedostatni zespół ligi nie tchnęły wyczekiwane zmiany w klubowych gabinetach, wsparcie ze strony władz miasta, nowi zawodnicy, a nawet pozostawiająca do dziś wątpliwości zmiana trenera. Aby coś drgnęło na Podkarpaciu zatrudniony w poprzednim tygodniu Marcin Płuska musi nauczyć swoich zawodników strzelać gole, bo Stal ma ich najmniej na poziomie centralnym. Później może przyjdzie czas na inne rzeczy, o ile oczywiście starczy czasu.

Nieco naiwnie – szukając optymizmu – ale jednak… Pocieszający dla beniaminków (zwłaszcza tych w Kołobrzegu i Stalowej Woli) może być fakt, że w kierunku kolejnego spadku płynie Warta Poznań, a zakopani głęboko, ligowi rutyniarze z Głogowa i Opola też w tym sezonie nie potrafią się na dłużej odkopać z dołu tabeli. Odra mimo, że za chwilę otworzy swój nowy stadion, w tym sezonie hurtowo traci nie tylko punkty, ale i również gole (najwięcej w lidze i w drugich połowach). Chrobry z sześciu ostatnich ligowych potyczek zwycięsko wychodził tylko raz. Prawdziwy, wyścig sześciu żółwi, z którego zwycięsko być może uda się jeszcze prześliznąć komuś z najkrótszym, ligowym stażem w rozgrywkach Betclic 1. Ligi.

Hubert Mikusiński