Co na powyższym zdjęciu robi Dawid Szulczek? Być może tłumaczy swoim zawodnikom, jak wydostać się w dołka, w który wpadli kilka tygodni temu. Ruch Chorzów ma poważny problem. Ten problem, to postawa najstarszej w lidze drużyny, która jeszcze kilka miesięcy temu wszystkich nas była w stanie oczarować swoją grą. W 2025 roku Niebiescy do bramki rywali trafiali najrzadziej, tracąc też najwięcej bramek w roli gospodarza, a do tego wszystkiego zjechali poza strefę barażową i nagle cofnęli się w piłkarskim rozwoju.

Piętnaście meczów licząc wszystkie rozgrywki i aż dwanaście zwycięstw. Dawid Szulczek pracę w swoich rodzinnych stronach rozpoczął od bardzo mocnego uderzenia – takiego, które sprawiło, że kibice Ruchu znowu zaczęli marzyć nie tylko o szybkim powrocie na boiska Ekstraklasy, ale również o majówce na Narodowym. I nagle z półfinalisty Pucharu Polski i konkurenta dla ligowej czołówki na zapleczu Ekstraklasy Niebiescy w przeciągu kilku tygodni stali się chłopcami do bicia. Do tego stopnia, że w 2025 roku pozostają obok Warty Poznań, Stali Stalowa Wola i Kotwicy Kołobrzeg bez ligowego zwycięstwa.

Chorzowski Ruch w sześciu ostatnich spotkaniach uciułał w lidze więcej punktów tylko od Warty Poznań. Co gorsza dla nich od kilku tygodni permanentnie, od prawie wszystkich dostaje po głowie. Od Wisły Kraków na Śląskim 0:5, od Arki Gdynia na Śląskim 0:1, od pozostającego bez zwycięstwa do soboty Górnika w Łęcznej 0:2, a przed chwilą od Legii w półfinale Pucharu Polski na Śląskim również 0:5. Kocioł Czarownic, który wiosną miał znacząco pomóc Niebieskim na drodze powrotnej do Ekstraklasy staje się być coraz większym utrapieniem – nie tylko dla kibiców oglądających z oddali swój klub. Cztery z dziesięciu do rozegrania ligowych spotkań na Śląskim na razie przyniosło Niebieskim zaledwie dwa punkty i mnóstwo pytań co dalej?

Podopieczni Dawida Szulczka od kilku tygodni utrzymują kurs i formę. Grają kiepsko, grają wolno, bez przekonania, tworząc sobie bramkowe okazje bardzo incydentalnie, a pod swoją bramką rażą niefrasobliwością, przy tym hurtowo tracąc bramki. Dosłownie tak, jakby zapomnieli o tym, jak się w to gra. – Mamy dużo niefartu, jeśli chodzi o te spotkania i dlatego tych zwycięstw nie ma, a jesienią mieliśmy kilka spotkań, gdzie nam szczęście dopisywało i teraz dzieje się w drugą stronę – tłumaczył postawę swojej drużyn w ostatnim czasie Dawid Szulczek. W dużo mocniejsze tony uderzał Łukasz Moneta. – Skończmy gadać, a zacznijmy robić tam na boisku – nawoływał w szatni przed meczem z Wisłą Płock. Z tego apelów na razie nic pozytywnego tej wiosny nie wynika.

Ruch jest w ewidentnym kryzysie, jakiego jeszcze kilka miesięcy temu, po zmianie szkoleniowca się nikt nie spodziewał. – Jestem przekonany o tym, że jeśli w jakimś meczu się dobrze napędzimy, wygramy, to możemy złapać taką serię, jak jesienią – stwierdził Szulczek. Aby tak się stało Niebiescy potrzebują tego napędzenia na Śląskim w najbliższych tygodniach – najpierw z najlepszą w 2025 drużyną GKS-u Tychy, a później z Miedzią Legnica i najsłabiej punktującą na wyjazdach Stalą Stalowa Wola. Bez punktów w tych spotkaniach może być ciężko nie tylko wrócić do barażowej strefy, ale przede wszystkim odzyskać mocno nadszarpnięte w ostatnich tygodniach zaufanie kibiców.

Hubert Mikusiński