Dziesięć lat. W piłce nożnej to już chyba nawet więcej niż wieczność. A gdy wzrok skierujemy w stronę ławki trenerskiej, kojarzonej w naszych ligowych realiach jako zawod wysokiego ryzyka, pewnie dojedziemy do wniosku, że dekada w jednym, takim miejscu to po prostu niekończąca się opowieść. I właśnie taką niekończącą się opowieść od dokładnie dziesięciu pisze szkoleniowiec, który w Puszczy Niepołomice odnalazł lekarstwo na trenerską nieśmiertelność lub jak kto woli długowieczność.

Aby zrozumieć trenerski fenomen Tomasza Tułacza w Puszczy Niepołomice trzeba tym cofnąć się do 2014. Właśnie wtedy na finiszu rozgrywek, w nieprawdopodobnych okolicznościach prowadzona przez niego bliska Siarka Tarnobrzeg, grająca wówczas bardzo atrakcyjny dla oka futbol przegrywa – wydawać się mogło – pewny awans do I ligi. Trzy miesiące po tych wydarzeniach, w dość niejasnych okolicznościach Tułacz żegna się ze swoim dotychczasowym pracodawcą. Zaskoczenie tym większe, że jego drużyna przed chwilą pokonała Górnik Wałbrzych 3:1 i zameldowała się na II-ligowym podium. Niecały rok po tych wydarzeniach Tułacz zjawia się w Niepołomicach i zostaje tam aż do dnia dzisiejszego, stając się dopiero szóstym w XXI wieku trenerem tego klubu.

Najdłużej pracujący na szczeblu centralnym trener już w drugim swoim sezonie znalazł się z Puszczą Niepołomice na drodze do I ligi. Wiosną jego zespół minął w ligowej tabeli Radomiak Radom i zajął trzecie miejsce premiowane awansem. Kolejne, bo już drugie w XXI wieku podejście Żubrów na zaplecze Ekstraklasy trudno było już traktować w kategorii przypadku lub też chwilowej ciekawostki. Ta wbrew pozorom niepozorna Puszcza, której co sezon niektórzy wmawiali, że będzie broniła się przed spadkiem rosła powoli, stopniowo, organicznie, stając się zespołem rozsądnie budowanym w oparciu o sprytny, dość przebiegły i zarazem przemyślany plan Tułacza wraz z włodarzami klubu.

A ten plan polegał oczywiście na budowaniu wokół siebie zaufania dobrymi wynikami i wykorzystywaniu doskonałej znajomosci piłkarskiego Podkarpacia, gdzie Tomasz Tułacz spędził piłkarską karierę najpierw jako zawodnik (126 spotkań w najwyższej klasie rozgrywkowej), a później jako trener, smakując trenerskiego chleba z trampkarzami, juniorami i oczywiście seniorami. I to właśnie z rodzinnego Mielca (ale nie tylko) do Niepołomic praktycznie co roku zabierał to co najlepsze, zaczepiając o inne okolice. Taki prawdziwy, piłkarski szlak handlowy, który bardzo często przebiegał przez Stal Stalową Wolę oraz wspomnianą wcześniej Siarkę Tarnobrzeg, z której tego lata do Puszczy Niepołomice trafiło dwóch zawodników.

Na niespotykane 10 lat pracy Tomasza Tułacza w Puszczy Niepołomice złożyło się wiele czynników. Jednym z nich na pewno okazała się specyfika miejsca pracy, która nie generowała takiej presji jak praca w innych klubach. Drugim, nieco ważniejszym okazały się wyniki i sukcesy, a tych było wiele. Niepołomicki Napoelon najpierw wprowadził klub na zaplecze Ekstraklasy, gdzie udało się rozegrać sześć sezonów, aby później odtworzyć drzwi do bram raju, bo w takich kategoriach mozna traktować awans do Ekstraklasy przez ten klub. Wszystko oczywiście po pamiętnym sezonie, gdzie kluczową rolę odegrały stałe fragmenty gry (35 z 56 zdobytych bramek w taki sposób) i barażowej rozgrywce rozpoczętej od zwycięstwwa 4:1 przy Reymonta z Wisłą Kraków, aż po finałowy triumf po dogrywce w Niecieczy. Prawdziwe, piłkarskie Himalaje biorąc pod uwage również rozgrywki Pucharu Polski, w których Puszcza meldowała się ostatnio w półfinale, a wcześniej dwukrotnie w ćwiećrfinale.

Po dekadzie sam trener Tomasz Tułacz w serialu Trenerzy. Pod presją emitowanym przez Canal Plus Sport przyznał, że nastąpiła po raz pierwszy porażka. Porażka, która nie zachwiała posadą szkoleniowca, który jak żaden inny trener w polskich realiach utrzymał się na trenerskiej ławce, z której już po czterech kolejkach tego sezonu na zapleczu Ekstraklasy spadło już dwóch szkoleniowców. Tułacz w jednym miejscu wytrwał więc kilka piłkarskich epok, wychodził nietknięty z różnych opresji, również takich, jak te obecne, gdy Puszcze Niepołomice trzyma jeszcze piłkarski kac (od połowy marca bez zwycięstwa) po spadku.

Hubert Mikusiński