
W 2014 roku Podbeskidzie zajęło dziesiąte miejsce w Ekstraklasie – najlepsze w historii klubu. Od tego czasu, pod Klimczokiem nie potrafią zatrzymać spadkowego trendu, który swój punkt kulminacyjny zdaje się osiągać w tym sezonie Fortuna 1 ligi. Górale pod wodzą Grzegorza Mokrego po piętnastu rozegranych kolejkach znaleźli się na prostej w kierunku II ligi, dlatego teraz w bardziej bezpieczne miejsce drużynę będzie starał się zaprowadzić inny trener. Dariusz Marzec – w przeszłości m.in. szkoleniowiec Wieczystej Kraków, Arki Gdynia i Stali Mielec, z którą awansował do Ekstraklasy, po ośmiu miesiącach przerwy wraca, aby ratować sezon przy Rychlińskiego.
Siedem lat temu, Górale z dnia na dzień obudzili się w nowej dla siebie rzeczywistości. Plany szybkiego powrotu na boiska Ekstraklasy najpierw trzeba było przełożyć na przyszły sezon (pięć punktów do strefy awansu), później na następny (dwanaście punktów do strefy awansu) i na kolejny (dwadzieścia jeden punktów do strefy awansu). Wreszcie, gdy cel udało się osiągnąć (sezon 2019/2020) Podbeskidzie Bielsko-Biała długo nie nacieszyło się powrotem do elity, z której po roku, jako jedyne zostało wyproszone. Dziś, odnaleźć tę właściwą drogą na zapleczu Ekstraklasy może być już znacznie trudniej.
Przebudowane kadrowo i przystępujące do rozgrywek bez większych oczekiwań związanych z awansem Podbeskidzie znalazło się na drodze wiodącej w kierunku II ligi. Góralom w oczy zaczęło zaglądać widmo spadku, stąd też decyzja o zmianie trenera nikogo specjalnie dziwić nie powinna. Pod Klimczokiem sportowe problemy, które miały być mniejsze z każdym kolejnym tygodniem robiły się coraz większe. Na niewiele zdały się słynne ”rozmowy wychowawcze” z kibicami, rozwiązany kontrakt z Michałem Janotą czy też dość nieoczekiwane zwycięstwo z Wisłą Kraków. Dwa zwycięstwa w piętnastu kolejkach, najmniej zdobytych bramek i tylko jedno spotkanie (to ostatnie w Legnicy) na tzw. zero z tyłu – tak źle w Bielsku-Białej dawno już nie było.
– Ustaliliśmy pewne zasady, które będą obowiązywały przez najbliższe spotkania. Te zasady mają sprawić, że nie będziemy zajmować ostatniego miejsca. Jeśli nie zostaną wykonane, to 11 listopada mamy przerwę na kadrę i podejmiemy drastyczne decyzje dotyczące klubu – deklarował kilka tygodni temu prezes Podbeskidzia i słowa dotrzymał. Pytanie tylko, kto bardziej zawinił – ściągnięci latem piłkarze, prezes straszący karami finansowymi czy sam trener? Problem od początku sezonu zdawał się być złożony. Mijały tygodnie, miesiące, a Grzegorz Mokry nie był w stanie ułożyć zespołu po swojemu, na pewnym poziomie więc odwlekana z kolejki na kolejkę reakcja pod Klimczokiem na ławce trenerskiej zdawała się być nieunikniona.
W słynącym z zamiłowania do kompromisów Podbeskidziu (14 w 31 spotkaniach rozegranych w tym roku) wszyscy już zdają się mieć dość występów w imponująco regularnym rytmie: remis-porażka. Z takiego błędnego systemu wyprowadzić klub w górę ligowej tabeli spróbuje Dariusz Marzec – dwudziesty pierwszy trener zatrudniony pod Klimczokiem w ostatniej dekadzie. Czy mu się to uda? Być może przekonamy się jeszcze w tym roku, gdzie na Podbeskidzie czekają trzy wyjazdowe potyczki (Głogów, Płock i Pruszków) oraz domowe starcie z Motorem Lublin na początku grudnia.
Hubert Mikusiński
