Ostatnie wspomnienie ze Śląskim? Dla jednych pewnie wielki triumf kadry Leo nad Portugalią lub wielkie przygnębienie po porażce ze Słowacją. Dla innych wygrany baraż ze Szwecją. Dla nas Ligowców Kocioł Czarownic, to przede wszystkim nieustanna i niekończąca się pogoń Ruchu Chorzów za boiskowymi marzeniami oraz frekwencyjnymi rekordami, jakich w XXI wieku jeszcze nie było.

Kibice Ruchu Chorzów i Wisły Kraków nigdy nie mogli narzekać na przesadną nudę. W ich życiu na trybunach zawsze działy się rzeczy, o jakich kibice niektórych klubów mogli tylko pomarzyć. Jedni, kilka lat temu rozpoczęli wędrówkę po różnych szczeblach rozgrywkowych i różnych stadionach. Drudzy ze zdobytym w maju Pucharem Polski do dnia dzisiejszego próbują wydostać się z zaplecza Ekstraklasy, na którym ugrzęźli na dobre trzy lata temu. Trwająca już od ponad stu lat i niekończąca się baśń dwóch najbardziej utytułowanych klubów w rozgrywkach Betclic 1. Ligi, to bez wątpienia idealny materiał na dobrą produkcję filmową, której wielka kontynuacja nastąpi w Kotle Czarownic – od dziś miejscu jeszcze bardziej szczególnym dla polskiej piłki niż dotychczas.

W XXI wieku na polskich stadionach nie było jeszcze takiego spotkania, które generowałoby takie zainteresowanie. Mecz Mistrzów na Stadionie Śląskim w sobotę zobaczy grubo ponad 50 tysięcy widzów – w tym również ekipa Ligowca. To rekord nie tylko tych rozgrywek, ale Polski w XXI wieku, który ustanowili przed rokiem kibice Ruchu Chorzów i Widzewa Łódź. W sobotę zostanie on poprawiony i jednocześnie w tej klasie rozgrywkowej wyśrubowany do granic ludzkich i stadionowych możliwości. Wcześniejsze przypadki, za którymi w poprzednim sezonie stała (nie po raz pierwszy zresztą) blisko 32. tysięczna publika żegnająca Jakuba Błaszykowskiego przy Reymonta ze Stalą Rzeszów i Derby Trójmiasta w Gdańsku, na których pojawiło się blisko 38. tysięcy ludzi błyskawicznie przechodzą więc do historii.

Dużo więcej czasu, aby przejść inną grę, tę na boiskach w Betclic 1. Ligi potrzebują zawodnicy krakowskiej Wisły. Biała Gwiazda po kolejnym – wydawać by się mogło – mocnym wejściu do szatni przez Mariusza Jopa zdołała ostatnio wydusić z siebie ledwie jedno zwycięstwo (2:1 z ŁKS Łódź) w ostatnich pięciu spotkaniach. Etatowy kandydat do awansu znowu zaczął być jednostajny i przewidywalny w swoich boiskowych poczynaniach, o czym mogliśmy przekonać się tydzień w meczu (porażka 0:1) ze Zniczem Pruszków. – Niczym nas nie zaskoczyli – podsumował grę rywala Paweł Moskwik. Krakowska wiosna przy Reymonta po raz trzeci zdaje się być więc kolejną, piłkarską łamigłówką, z którą ostatnio próbował sobie poradzić Jarosław Królewski. – Ta drużyna potrafi zagrać jakościowo dobre spotkania (Wiedeń, Trnava, Brugge, Llapi,  Nieciecza, Płock, Opole, Głogów i Głogów – tłumaczył na X.

MARIUSZ JOP W WIŚLE KRAKÓW:

-> 11 zwycięstw (10 w lidze + 1 w pucharze) w 18 spotkaniach

-> 3 podziały punktów i 4 porażki (3 w lidze i 1 w pucharze)

-> Odpadnięcie z Pucharu Polski na etapie 1/8 finału

Dużo większą ilość takich spotkań po swojej stronie ma w ostatnich miesiącach Ruch Chorzów. Za realizację taktyczną i zręczne maskowanie boiskowych deficytów odpowiada Dawid Szulczek. Wracający w rodzinne strony szkoleniowiec od końcówki sierpnia dźwignął Niebieskich z drugiej połówki ligowej tabeli w rejony, dające szanse na to, aby osiągnąć maksymalny cel. Bezkompromisowy do poniedziałku zespół wielkim, piłkarskim świętem z Wisłą Kraków rozpocznie serię pięciu spotkań pod rząd (Bruk-Bet, Arka Gdynia, Wisła Płock + Puchar Polski z Koroną) na Stadionie Śląskim, który w tym sezonie wyjątkowo służy gospodarzom, o czym świadczy nie tylko fakt ostatnich pięciu zwycięstw z rzędu. Ruch Chorzów w Kotle Czarownic jest niepokonany od pamiętnego, rekordowego na trybunach spotkania z Widzewem Łódź.  

DAWID SZULCZEK W RUCHU CHORZÓW:

-> Z 12. miejsca w tabeli awans na 4 pozycję w lidze

-> 12 zwycięstw (9 w lidze + 3 puchar) w 16 spotkaniach

-> Tylko jeden, ligowy kompromis (ostatnio Pogoń Siedlce)

-> Awans do ćwierćfinału Pucharu Polski (pierwszy raz od sezonu 2012/2013)

Hubert Mikusiński