Rozpędzony GKS Katowice, niepokonana Miedź i Górnik Łęczna, rekordowa Wisła Kraków i Motor z kolejnym wyjazdowym zwycięstwem. Pierwsza liga przez sześć kolejek zaskakuje. To znaczy – ona zawsze zaskakiwała, ale na początku nowego sezonu dzieje się tak dużo, że co kolejkę nie brakuje największych zaskoczeń, rozczarowań, konkretów i kozaków itd. Kto więc po ostatniej serii spotkań zasłużył, aby znaleźć się w ligowym NAJ, NAJ, NAJ ostatniego weekendu?

NAJLEPSZY ZESPÓŁ – GKS KATOWICE

12 lat spędzonych na zapleczu Ekstraklasy w XXI wieku. Mnóstwo znanych nazwisk, wiele pomysłów, jeszcze więcej rozczarowań. Awantury pod szatnią i sezony kończone zazwyczaj pieśnią wypier… Nie poradzili sobie tam m.in. selekcjoner Jerzy Brzęczek i wielu innych trenerów. Rafał Górak też nie miał łatwego życia, ale w przeciwieństwie do poprzedników zdaje się, że odnalazł przycisk START i coś wreszcie zaczyna działać. GKS po porażce z obecnym liderem na inaugurację mknie do przodu. Strzela sporo bramek (w sobotę trzy z Resovią, a mogło być więcej, bo był niewykorzystany rzut karny), a i traci mało. – Ten nasz początek nie jest dla mnie żadnym zaskoczeniem – powiedział nam wczoraj w magazynie Aleksander Komor. Na razie przy Bukowej wszystko się zgadza – polot od pierwszej do ostatniej minuty, pomysł i co najważniejsze wyniki, których przez ostatnie lata w Katowicach tak brakowało.

 NAJWYŻSZA WYGRANA – WISŁA KRAKÓW

Czy jesteście w stanie sobie przypomnieć tak okazałą i wysoką wygraną Wisły przy Reymonta, jak ta niedzielna? A może pamiętacie, kiedy targana nieustannymi problemami Biała Gwiazda na własnym terenie była w stanie wbić swojemu rywalowi aż pięć bramek? Idę o zakład, że nie możecie nie pamiętać, a na pewno (jeśli nie oglądaliście naszego wczorajszego magazynu) nie jesteście w stanie sobie tak na szybko przypomnieć, bo też było to bardzo dawno temu. Niecałe siedem lat wstecz, krakowski zespół w takich samych rozmiarach, ograł (i tu uwaga!) Arkę Gdynia, a hat-trickiem w tamtym spotkaniu popisał się Rafał Boguski. Wisła zagrała (szczególnie w ofensywie) mecz, na jaki wszyscy czekali, ale prawdziwa weryfikacja tej formy nadejdzie w najbliższy weekend z liderem.

NAJWIĘKSZY KONKRET – LECHIA GDAŃSK

– Czujemy się z meczu na mecz bardziej zgrani. W moim przypadku będzie jeszcze lepiej, gdy znajdę swoją pozycję na boisku i zaadaptuję się do pomysłów i założeń taktycznych trenera. Zakładam, że zobaczymy lepszą wersję Luisa Fernandeza i Lechii Gdańsk – mówił przed meczem z Podbeskidziem Hiszpan, który akurat w tym drugim przypadku się nie pomylił. Na taki mecz i na takie okazałe zwycięstwo (3:0) w Gdańsku kibice Lechii czekali bardzo długo. Biało-zieloni po raz pierwszy w tym sezonie zagrali w swoich galowych strojach, bo i okazja była nie byle jaka. 1000 mecz spadkowicza na zapleczu Ekstraklasy został uświetniony trzecim kompletem punktów, pokazem pirotechniki oraz piękną bramką zza pola karnego Camilo Meny.

NAJWIĘKSZY KOZAK – BARTOSZ WOLSKI

Było ich wielu i ciężko zdecydować się na tego jednego. Oczywistym wyborem jest autor trzech bramek w meczu z Arką – Angel Rodado. Mniej oczywistym wydaje się pewien gracz beniaminka rozgrywek. Kiedyś Włochy, a dziś Lublin. Przed sezonem, wielu kibiców Motoru nie miało wątpliwości, że pozyskany ze Stali Rzeszów Bartosz Wolski może być nowym znakiem jakości ich zespołu. Nie pomylili się. 26-letni pomocnik od drugiej kolejki robi na boisku różnicę. W pięciu rozegranych ligowych spotkaniach rozgrywek zdobył już trzy bramki – dwie z nich zapewniły zwycięstwa w Gdańsku i ostatnio w Warszawie z Polonią. Do tego wiele ciekawych podań, boiskowych rozwiązań. Kozak przez duże K.

NAJWIĘKSZE ROZCZAROWANIE – PODBESKIDZIE BIELSKO-BIAŁA

Pod Klimczokiem od kilku lat wykonują wiele ruchów, ale trudno odnieść wrażenia, aby to wszystko zmierzało w dobrym kierunku. Zamiast stabilizacji ciągłe zmiany. Zamiast wygranych kolejne porażki. Zmieniają się trenerzy, zawodnicy, prezesi, ale nie zmieniają się wyniki, które w przypadku Górali dalej są mocno rozczarowujące i trudno przypuszczać, aby mogło się to zmienić. Zwłaszcza na wyjazdach, gdzie Podbeskidzie wciągu ostatniego roku wygrało tylko dwa razy, i to z opuszczającymi później ligę zespołami Sandecji i Chojniczanki. Piątkowa egzekucja po czerwonej kartce w Gdańsku była tą najwyższą poniesioną w delegacji od roku.

NAJWIĘKSZE PUDŁO – MATEUSZ MICHALSKI

5 spotkań, 3 gole, 2 asysty i prowadzenie w ”klasyfikacji kanadyjskiej” Fortuna 1 ligi. Imponujący dorobek na starcie sezonu w wykonaniu Mateusza Michalskiego w sobotę mógł, a nawet powinien zostać poprawiony. Wyjątkową okazje z kilku metrów, jaką w drugiej połowie sprezentował mu Łukasz Budziłek, pomocnik Czarnych Koszul w nieprawdopodobny sposób zmarnował.

NAJLEPSZA INTERWENCJA – ŁUKASZ BUDZIŁEK

34 rozegrane spotkania w barwach Motoru. 13 z czystym kontem. Jeszcze więcej z kapitalnymi interwencjami. W Lublinie tęsknotę między słupkami za Sebastianem Madejskim wypełnił przebywający rok temu – co dziś jest nie do pomyślenia – na bramkarskim bezrobociu Łukasz Budziłek. Golkiper z niezwykle bogatym CV po raz kolejny w tym sezonie uratował punkty swojej drużynie. Najpierw kapitalny występ z GKS-em Katowice, a w sobotę fenomenalna parada w końcówce spotkania z Polonią (czyt. sparowana piłka na poprzeczkę po strzale Tomczyka) pozwoliły Motorowi powiększyć dorobek punktowy.

NAJWIĘKSZA ULGA – STAL RZESZÓW

Wyjątkowo długo (i to dosłownie biorąc pod uwagę doliczony czas gry drugiej połowy) musiała czekać na swoje pierwsze ligowe zwycięstwo w nowym sezonie Stal Rzeszów. Aby tak się stało, do stolicy Podkarpacia musiał przyjechać najsłabszy zespół ligi, który od początku rozgrywek z roli dostarczyciela punktów wywiązuje się znakomicie. Trwający ponad 100 minut opór Chrobrego złamała i przełamała młodzież, a konkretnie 17-letni Szymon Kądziołka. – Biorąc pod uwagę strzelców bramek jest to moment potwierdzający kierunek, w jakim ma zespół podążać – skomentował boiskowe wydarzenia Marek Zub dla którego niedzielne zwycięstwo było to pierwszym odniesionym na polskiej ziemi w roli pierwszego trenera.

NAJMNIEJ GOLI

Bezbramkowy remis na początek w Tychach i na zakończenie w Opolu. Do tego Polonia Warszawa po raz pierwszy w tym sezonie bez gola. Zakończona wczoraj 6. seria gier w Fortuna 1 lidze nie obfitowała w tyle bramkowych doznań, ile przeżywaliśmy chociażby na inaugurację sezonu, gdy bramkowy licznik zatrzymał się na liczbie 36. Tym razem trafień było o połowę mniej niż wtedy – najmniej w tym sezonie.

Hubert Mikusiński