
Ten tekst, o powodach, dla których nie możemy doczekać się jutrzejszego dnia powinniśmy rozpocząć i zakończyć najważniejszym hasłem – Betclic 1. Liga. Rozgrywki, w których tradycyjnie pół ligi zamieszane jest walką o awans na boiska Ekstraklasy, a kolejna część chce po prostu uniknąć spadku. U progu drugiej części sezonu w najciekawszej lidze świata, gdzie nie będzie już czasu na przypadek i miejsca na zbłąkane, ligowe owieczki czas przyjrzeć się temu, co nas naprawdę czeka.
BUKMACHERZY JUŻ WIEDZĄ
Na wstępie – nie bójmy się tego powiedzieć na głos – największą rewelacją Betclic 1. Ligi jesienią była Bruk-Bet Termalica Nieciecza. Klub, którego po boiskowych wybrykach w poprzednim sezonie (czyt. 14. miejsce) nikt chyba nie traktował poważnie w kwestii bezpośredniego awansu. Tymczasem wyjazd do liczącej 750 mieszkańców miejscowości od pewnego czasu ligowych rywali przysparza o zimne poty. Bramkostrzelna u siebie i bezkompromisowa na wyjazdach drużyna z Niecieczy pod wodzą Marcina Brosza kolejny raz zimę spędziła wygodnie w fotelu lidera na zapleczu Ekstraklasy. A że dwa poprzednie takie przypadki kończyły się awansem do najwyższej klasy rozgrywkowej, to można mieć pewne podstawy i podejrzenia, że czeka nas powtórka z rozrywki, firmowana nazwiskiem Marcina Brosza. Wątpliwości na pewno nie mają dziś bukmacherzy, który za każdą postawioną stówę na awans lub jak kto woli powrót Słoników do Ekstraklasy dają piątaka z groszami.
ETATOWI FAWORYCI
Za plecami lidera kolejno Arka Gdynia i Miedź Legnica – kluby, które wszystkich nas przyzwyczaiły do walki o Ekstraklasę i kluby będące sporą niewiadomą przed wznowieniem rozgrywek. Więcej znaków ????? zdają się mieć nad Bałtykiem, gdzie każdy ma już dość barażowej udręki – trzykrotnie kończonej u siebie niepowodzeniem. Zdjąć tę – co by nie pisać – pewną klątwę będzie próbował ponownie wskakujący w duże buty o rozmiarze 46 po swoim poprzedniku Dawid Szwarga, któremu w nowym miejscu pracy nie pomoże już najlepszy strzelec ligi. Za Karola Czubaka nikt jednak na stół w Gdyni nie wyłożył takiej fortuny, jak za Wiktora Bogacza. Bogata z tytułu rekordowego transferu w dziejach tej ligi Miedź może (choć wcale nie musi) mieć nieco mniejszą presję niż wicelider rozgrywek.
DOM PEŁEN NADZIEI
Po spadku zaczęło się bardzo źle – ledwie jedna wygrana na inaugurację w siedmiu spotkaniach. Chyba nikt w Chorzowie nie mógł się spodziewać tak słabego startu Ruchu, który w pewnym momencie zajmował dopiero 12. pozycję w ligowej tabeli. Na trybunach i w gabinetach więc zaczęto rozglądać się za nowym trenerem, którym został pewien chłopak ze Świętochłowic – z głową pełną pomysłów i analiz. Zaraz po tym Niebiescy z Dawidem Szulczkiem u sterów zaczęli ”masakrować” swoich rywali – zwłaszcza na śląskim kolosie, z którego żaden ligowy rywal w tym sezonie nie zdołał podnieść kompletu punktów. Fakt to o tyle istotny, że Ruch tej wiosny, aż dziesięć spotkań (m.in. z Bruk-Betem, Arką Gdynia, Miedzią Legnica, Wisłą z Płocka i Krakowa) rozegra właśnie w Kotle Czarownic! Ten najbliższy już za tydzień w sobotę przy akompaniamencie rekordowej publiczności, którą zapewne będziecie mogli podziwiać na naszym kanale.
BARAŻOWE PLANY
W grze o awans (najprawdopodobniej przez barażową furtkę) pozostają drużyny, których zawodnicy najczęściej trafiali do sędziowskich notesów. Poza czasem próby dla Wisły z Płocka i Krakowa w gronie zainteresowanych pierwszą szóstką znajduje się (i tu pewne zaskoczenie) lepiej punktujący niż rok temu Górnik Łęczna i przede wszystkim Polonia Warszawa. Czarne Koszule w tym sezonie można określić mianem największej, ligowej metamorfozy, jakiej dokonał w tym klubie Mariusz Pawlak. Na dzień dzisiejszy jego drużyna ma już tyle samo zwycięstw, ile nazbierała podczas całego, poprzedniego sezonu i o sześć punktów więcej zgromadzonych przy Konwiktorskiej niż we wcześniejszej, ligowej kampanii.
IDĄ NA CAŁOŚĆ
Gdybyśmy byli świadkami baraży o utrzymanie się na zapleczu Ekstraklasy, to chyba nie mielibyśmy wątpliwości – Stalówka pewnie znowu by to zrobiła, jak kiedyś z Heko Czermno czy Kolejarzem Stróże. Tyle tylko, że dziś ligowa rzeczywistość jest już trochę inna, a przy Hutniczej jesienią nie wiodło się najlepiej. Wyniki nie zadowalały. Do tego ligowe wymagania niektórych zaczęły mocno przerastać, a w klubowej kasie – jakkolwiek spojrzeć – też się nie przelewało. Zimą więc sprawę postawiono jasno, o czym najlepiej mogą świadczyć poczynione zakupy. Na efekty małego tornada, jakie przeszło przez stalowowolską szatnię długo czekać nie będziemy musieli. Stal od razu swoje zachcianki skonfrontuje z bezpośrednimi rywalami w kwestii pozostania na zapleczu Ekstraklasy.

Hubert Mikusiński