
Szczęście – słowo, którego jak ognia stara się unikać Gonçalo Feio. Tylko jak tu nie mówić i nie pisać o szczęściu, a właściwie jego braku, gdy po raz kolejny w Lublinie pojawia się zespół o nazwie Wisła i to towarzyszące w innych spotkaniach szczęście nagle od Motoru zwyczajnie się odwraca. Kilka lat temu z Wisłą Sandomierz , w poprzednim sezonie z Wisłą Puławy, jeszcze nie tak dawno z Wisłą Kraków, a w niedzielę zły czar na gospodarzy rzuciła imienniczka z Płocka.
Poza przeklętym w ostatnim czasie przez kibiców Motoru słowie Wisła jest jeszcze jedno, które nieustannie towarzyszy im w ostatnich latach – deszcz. Kiedyś z Wigrami w Suwałkach ulewny deszcz, nie tak dawno z Siarką Tarnobrzeg czy Wisłą Puławy na Arenie Lublin deszcz, ostatnio z Wisłą Kraków również ulewny deszcz i w niedzielę z Wisłą Płock – a jakby inaczej – znowu ten padający deszcz. Gdyby ktoś wpadł na pomysł, aby zrobić pogodowy ranking spotkań poszczególnych drużyn, to klub z Lublina byłby na pewno w deszczowej czołówce wszystkich zespołów w Polsce.
W syzyfowych zmaganiach Motoru Lublin z drużynami Wisły Kraków i Wisły Płock w tym sezonie jest coś z przekleństwa. Kilka tygodni temu na Arenie Lublin z Białą Gwiazdą nieszczęścia nie chodziły parami tylko stadami. Błędy pod własnym polem karnym, nieporozumienia w środku pola, niemoc pod bramką rywala, nerwy na ławce rezerwowych. Zły czar znowu się pojawił w ponury, niedzielny wieczór. Po ponad dziesięciu latach ligowej rozłąki Motor po raz szesnasty nie dał rady drużynie z Płocka, z którą w swojej historii konfrontował się już dziewiętnasty raz.
Motor rozpoczął nie w swoim stylu – po raz pierwszy w tym sezonie strzelając bramkę w pierwszym kwadransie gry. Uczynił to w dość szczęśliwych okolicznościach Piotr Ceglarz – zawodnik, który na Arenie Lublin gra nieprzerwanie od 67 spotkań! Na tym szczęście miejscowych się skończyło, a zaczęło to co zwykle. Kolejny (piąty w tym sezonie) podyktowany rzut karny zamieniony na gola przez Łukasza Sekulskiego – jednego z trzech uczestników meczu Wisły z Motorem sprzed ponad dziesięciu lat. Kilkanaście minut później kolejna w kolekcji (niekoniecznie słuszna) czerwona kartka Sebastiana Rudola – trzecia już za kadencji portugalskiego trenera.
Grający przez całą drugą połowę w osłabieniu Motor jak to ma w swoim zwyczaju nie poddał się, strzelił gola za sprawą środkowego obrońcy i nie przegrał. – Grać w dziesięciu można grać jak równy z równym i my to udowodniliśmy, ale problem jest upływ czasu, gdzie musisz pokryć przestrzenie za kogoś, kogo nie ma – tłumaczył po meczu Feio. Trzecia wygrana z rzędu była dosłownie na wyciągnięcie rękawicy Łukasza Budziłka, ale i on tego dnia nie miał szczęścia. Zaskoczył go doskonale pamiętający wcześniejsze mecze z Motorem 37-letni Krzysztof Janus.
Wisła Płock swój drugi mecz pod wodzą Dariusza Żurawia zagrała dość przeciętnie – chyba tak, jak rywal się tego spodziewał. Ogromne chęci i kolejny gol strzelony przez Łukasza Sekulskiego potwierdziły tylko, że Nafciarze błysku jeszcze nie odzyskali. Co innego Motor, który przy odpowiednim wsparciu i zimowych wzmocnieniach, grając nadal z taką determinacją i zaangażowaniem może mierzyć wysoko. Może nawet w miejsce, w którym jeszcze nie tak dawno byli jego przeklęci ostatnio rywale z Krakowa i Płocka.
Hubert Mikusiński