”Chcemy budować ze swojego stadionu twierdzę nie do zdobycia” – takie zapowiedzi słyszymy dość często z ust trenerów. I nie ma w tym nic złego, bo nic tak dobrze nie przyciąga na stadion, jak dobry wynik drużyny. W praktyce, na trybunach oczywiście bywa z tym już różnie, ale na boisku wśród zespołów od III do I ligi wciąż są takie, które od początku sezonu na własnym ternie nie zaznały goryczy porażki. Jednym z takich klubów od początku rozgrywek jest Górnik Łęczna.

W niedzielę po golu Bartosza Wolskiego zanosiło się na to, że Motor Lublin wreszcie nie tylko przełamie swoje derbowe, wyjazdowe klątwy na poziomie centralnym, ale będzie też pierwszą drużyną w tym sezonie, który zdoła pokonać jedyny w lidze, niepokonany na własnym terenie zespół. Twierdza przy Alei Jana Pawła 2 w Łęcznej przez chwilę zatrzęsła się w swoich posadach, ale napór rywala i ogłuszający doping przyjezdnych zdołała przetrwać. Duża w tym zasługa Kacpra Łukasika – autora już połowy bramek Górnika w tym roku. To właśnie m.in. dzięki jego trafieniu, gospodarze na własnym obiekcie zachowali miano niepokonanych.

Przez ostatnie miesiące na zapleczu Ekstraklasy tylko walczącej o upragniony awans Wiśle Kraków na koniec poprzedniego sezonu udało się wywieźć z Łęcznej komplet punktów. Od tamtej pory, tej – jak się okazuje – niełatwej sztuki nie dokonał już nikt, a próbowało w tym sezonie już 11 drużyn z 17 drużyn. Biorąc pod uwagę wszystkie ligowe potyczki na tym obiekcie, przez ostatni rok tylko Biała Gwiazda była i nadal pozostaje jedyną drużyną, która na przestrzeni ostatnich 12 miesięcy ze stadionu Górnika zdołała wyjechać z kompletem punktów.

Od meczu z Wisłą budowaliśmy tą twierdzę, a własne boisko zawsze dodaje parę procentów do jakości i pewności siebie – komentował postawę drużyny dyrektor sportowy Veljko Nikitović. Biorąc pod uwagę bilans zysków u siebie, to lepszym dorobkiem punktowym od drużyny Pavola Stano może pochwalić się połowa ligi. Trudno jednak komukolwiek (poza Lechią Gdańsk) równać się z Górnikiem pod względem ilości straconych goli. Wielka w tym zasługa całego bloku defensywnego oraz nade wszystko Macieja Gostomskiego, który do wielu, swoich efektownych parad dołożył rekordową w swojej karierze ilość 11 czystych kont.

Nietknięta twierdza na Lubelszczyźnie, gdzie Górnik częściej remisował niż wygrywał (bilans 4-7-0) w najbliższym czasie ma szansę doczekać historycznego momentu. Za taki bez wątpienia będzie można uznać wyrównanie lub ewentualne pobicie niepobitego już od blisko dwóch dekad tuzina spotkań bez porażki na własnym terenie. Ostatni raz takiej sztuki w Łęcznej udało się dokonać na boiskach Ekstraklasy pod batutą Bogusława Kaczmarka (2004/2005), gdy Górnik (m.in. z Nikitoviciem w składzie) grał bardziej widowiskowo, a mecze na zero z tyłu był w jego przypadku raczej rzadkością niż codziennością.  

Hubert Mikusiński