Z reguły końcówka sezonu ma to do siebie, że jedni walczą o jak najwyższe lokaty, mistrzostwa, awanse, a dolna część tabeli – szczególnie zespoły pod kreską – skłonne są chwycić się brzytwy, byleby pozostać na kolejny rok w lidze. Pogoń Siedlce na wiosnę wygrała już aż cztery spotkania i – mimo katastrofalnej jesieni, podczas której zdobyła jedynie 9 punktów – dalej jest w grze o utrzymanie. Z przysłowiowym „nożem na gardle” grają również Odra Opole, Kotwica Kołobrzeg oraz Chrobry Głogów, który w niedzielę w samo południe podejmował u siebie ostatnią Wartę Poznań.

Pogoń tak dobra, czy Miedź tak słaba?

A może jedno i drugie? 3:0 dla gospodarzy, to na papierze wynik szokujący. Nic bardziej mylnego. Miedź po ponownym objęciu sterów przez Wojciecha Łobodzińskiego stała się „nijaka” i Pogoń to w niezłym stylu wykorzystała. W futbolu liczy się skuteczność, a ta w sobotę była po stronie siedlczan. 12 strzałów na bramkę, w tym 9 celnych, to fantastyczna proporcja jak na drużynę bijącą się o przetrwanie. Najpierw bramka Marcina Flisa po dalekim wyrzucie z autu, a po zmianie stron indywidualna akcja Macieja Famulaka oraz wykorzystane zamieszanie w polu karnym przez Miłosza Drąga na kwadrans przed końcem. Beniaminek Betclic 1. Ligi łącznie w 2025 roku zdobył 17 punktów – niemal dwa razy tyle, co na jesień! Tu nie ma co się rozgadywać, tu zwyczajnie trzeba pogratulować, choć do wygrania tej ciężkiej batalii potrzeba punktów w dwóch ostatnich kolejkach, bo niestety, ale z Chrobrym Pogoń dwukrotnie przekrała (1:2 u siebie i 0:1 na wyjeździe). A terminarz jest całkiem całkiem, bo na Pogoń czekają Kotwica oraz Warta, więc punkty są jak najbardziej w zasięgu. Trzeba mieć jednak z tyłu głowy, że pozory często mylą i te „najłatwiejsze mecze” w praktyce mogą okazać się najbardziej wymagającymi.

Sytuacja przed 32. kolejką
Sytuacja po 32. kolejce

Przełamanie Chrobrego po kołobrzeskim rollercoasterze

Trudno słowami opisać to, co stało się w doliczonym czasie meczu Kotwica – Chrobry w poprzedniej kolejce. I można poprzednie zdanie połączyć zarówno ze spotkaniem jesiennym, jak i wiosennym. Głogowianie w Kołobrzegu otrzymali w doliczonym czasie drugiej połowy rzut karny, który wykorzystał Mateusz Lewandowski, natomiast momentalnie, w ostatniej akcji meczu nadeszła odpowiedź Kotwy. Bohaterem gospodarzy stał się Joshua Perez, reprezentant Salwadoru, który wcisnął futbolówkę między słupkiem a lewą nogą Pawła Lenarcika. Majówkowy wyjazd Chrobrego nad morze nie będzie w Głogowie miło wspominany – była to trzecia porażka w pięciu ostatnich meczach.

Dlatego też spotkanie przy Wita Stwosza nabrało szczególnej wagi. Było to zderzenie najsłabszej ofensywy Betclic 1. Ligi (Warta – 19 zdobytych bramek) z niemal najgorszą defensywą w stawce (Chrobry – 56 straconych bramek, tyle samo – Odra; Stal – 57). Przyjezdni w tym roku zdołali uciułać zaledwie dwa punkty. Złożyły się na to bezbramkowe remisy ze Stalówką i Zniczem Pruszków. Do wyjściowego składu w niedzielę w zespole gospodarzy wrócił Mavroudis Bougaidis. Grek miewał w tym sezonie problemy zdrowotne, a ostatni raz pełne 90 minut zaliczył w mroźnym lutowym spotkaniu z Wisłą Płock. W ostatnich tygodniach grał ogony – wchodził na końcówki w starciach z Arką, Górnikiem i właśnie Kotwicą. Najważniejszą informacją był jednak długo wyczekiwany powrót Patryka Szwedzika. Wypożyczony ze Śląska Wrocław zawodnik ostatni raz był widziany na boisku na początku kwietnia, czyli przy okazji ostatniego zwycięstwa.

Początek spotkania był nerwowy, szarpany. Doskonale zilustrowała to strata w środku pola Szymona Lewkota w 4. minucie, ale Warta z niej nie skorzystała. Lewkot miał wkrótce okazję do rehabilitacji, kiedy strzelał głową po wrzutce Dawida Hanca z rzutu wolnego, lecz i tym razem efekt był słaby. Pod koniec pierwszego kwadransa jednak to Warta miała okazję na wyjście na prowadzenie. Złe zagranie do tyłu jednego z zawodników gospodarzy niemal wykorzystał Nicolas Rajsel. Futbolówka wówczas minimalnie minęła słupek bramki Pawła Lenarcika.

W drugim kwadransie to Chrobry doszedł do głosu, a groźne centry w pole karne rywala adresował raz po raz Szymon Bartlewicz. Sytuacji Zielonych nie polepszyła wymuszona zmiana. Już w 28. minucie w wyniku urazu boisko musiał opuścić Wiktor Pleśnierowicz. I błyskawicznie wykorzystał to wspomniany wcześniej Bartlewicz. Chrobry szybko wznowił grę z wolnego, którego wywalczył w bocznym sektorze. Bartlewicz następnie pograł z Lewandowskim i choć Warciarze wracali co sił w nogach, nie byli w stanie powstrzymać pierwszego z nich. Kajzer miał piłkę na rękawicy, ale skapitulował. 30. minuta, numer 30. na pomarańczowej koszulce – wszystko ze sobą się zgrało – Chrobry objął prowadzenie, a na trybunach można było usłyszeć krótkie: „obudzili się”.

źródło: https://x.com/1liga

Lewandowski to zresztą cichy bohater pierwszej części spotkania. Wykonywał tytaniczną pracę, nierzadko grał tyłem do bramki, zastawiał się, zaraz wykładał, wygrywał pojedynki bark w bark ze stoperami Warty. Jeżeli można za cokolwiek pochwalić Zielonych, to za ataki prawą stroną. Może do ideału Bartkowskiemu i Michalskiemu trochę brakowało, ale ich ofensywne usposobienie mogło dawać powody do optymizmu przed rozpoczęciem drugiej odsłony. Natomiast nie dała ich absolutnie żółta kartka dla Adriana Gryszkiewicza, otrzymana nota bene po stronie lewej, będąca ostatnim akordem przed zejściem na przerwę.

Po zmianie stron Chrobry od razu miał dwie okazje na podwyższenie wyniku. Najpierw kiepsko w kontrataku zachował się Patryk Mucha, a potem strzał Lewandowskiego po prostopadłym podaniu Szwedzika odbił golkiper Warty. Co się odwlecze, to nie uciecze i do trzech razy sztuka. W 51. minucie druga bramka dla Chrobrego stała się faktem, a główną rolę ponownie odegrał duet Szwedzik-Lewandowski. Wypożyczony z Wisły Płock napastnik zanotował swoje siódme trafienie w tym sezonie. To bardzo podrażniło Wartę, a na boisku zawrzało. W jednym z pojedynków mocno ucierpiał Paweł Tupaj, który został uderzony łokciem przez Rajsela.

Kolejne minuty nie porywały, nie działo się nic szczególnego. Może poza koronkową akcją gospodarzy z 64. minuty i uderzeniem zewniakiem Muchy, które przyjął jeden z obrońców Warty. Mecz Warciarzom wymykał się coraz bardziej spod kontroli. Podopieczni Ryszarda Tarasiewicza stosunkowo często nie potrafili utrzymać nerwów na wodzy. W powietrzu czuć było, że to spotkanie zarówno dla jednych, jak i drugich znaczyło wiele. Między 60. a 75. minutą obraz tej rywalizacji był jednoznaczny – brudna gra z dewizą, iż cel uświęca środki.

Na finiszu Warta walczyła, ale Chrobry za to dobrze przesuwał. Nadzieją dla przyjezdnych był czas doliczony, a ten wyniósł sporo, bo aż osiem minut. Nieco ożywienia w tym okresie dał rezerwowy Chrobrego, Mateusz Ozimek, ale mimo, że bardzo się starał i dążył do strzelenia bramki numer trzy dla swojego zespołu, ta finalnie nie padła. Goście natomiast pozwolili sobie dodać szczyptę emocji, a to za sprawą 20-letniego Filipa Walusia. Był to pierwszy celny strzał Zielonych w tym meczu i od razu wylądował w sieci. Szkoda tylko, że tak późno. Marna to jednak pociecha, bo Warta po tej porażce nie ma już nawet matematycznych szans na pozostanie w Betclic 1. Lidze. To drugi rok z rzędu, kiedy Warta doświadcza degradacji o jedną klasę.

Kobusiński & Muratović show, sześć goli w Opolu!

Na sam koniec warto przyjrzeć się również ostatniej niedzielnej potyczce, która miała miejsce w Opolu. Itaka Arena od inauguracji z Magdeburgiem tylko raz przyniosła szczęście drużynie Jarosława Skrobacza. Odra, która przecież w poprzednim sezonie grała w barażach, potrzebowała wygranej jak tlenu. Ten w 20. minucie dał rasowy, pierwszoligowy snajper, czyli Szymon Kobusiński. Dalekie zagranie za plecy obrońców, źle obliczył tor lotu piłki Catalin Cucos, pokpił sprawę również dalekim wyjściem z bramki Marek Kozioł i na tablicy wyników pojawił się rezultat 1:0.

źródło: https://x.com/1liga

Pretensji do golkipera Kotwy nie można mieć natomiast, kiedy podda się analizie sytuację z 28. minuty. Wtedy to właśnie wrzucał Konrad Nowak, a Kozioł wyciągnął piłkę w znakomitym stylu. Złego słowa nie można powiedzieć także o jego vis-a-vis, bo Artur Haluch też był kilkukrotnie zatrudniany, w tym w 37. minucie przez Lucasa Ramosa, ale do przerwy zachował czyste konto. A Odra nie poprzestała na jednej bramce. W doliczonym czasie strzeliła tzw. „gola do szatni” dzięki Jiriemu Pirochowi, który na bliższym słupku wykorzystał dogranie Kobusińskiego z rzutu rożnego.

Asystent przy golu Pirocha mógł ustrzelić dublet i praktycznie „zabić mecz” w 49. minucie, ale tylko ostemplował poprzeczkę. To była woda na młyn dla Kotwicy, bowiem goście złapali kontakt dzięki przytomności Filipa Kozłowskiego, który piłkę odbitą od słupka po uderzeniu głową przez Cywińskiego, skierował do bramki. Gracze Piotra Tworka dwoili się i troili, by wyrównać stan rywalizacji, ale zamiast tego Odra ponownie odskoczyła na dwie bramki. Gola na 3:1 zdobył zawodnik, który wszedł za Kobusińskiego, a mianowicie Edvin Muratović. Ten sam piłkarz pięć minut później trafił z rzutu karnego i jednocześnie wbił gwóźdź do trumny przyjezdnych. Jego bramka nie ustaliła jednak wyniku spotkania. Zrobił to znów w doliczonym czasie Joshua Perez – bezpośrednio z wolnego, którego sam wywalczył.

źródło: 90minut.pl

Z bezpośrednim awansem Arka, bardzo blisko promocji również Termalica, strefa barażowa prawie że wykrystalizowana. Los Warty Poznań podzieli w tym roku także Stal Stalowa Wola, która na własnym boisku nie dość, że kończyła mecz bez Damiana Oko, to jeszcze została rozbita przez Znicz aż 0:5. Spadek Stalówki jest już przesądzony zważywszy na sobotni mecz Kotwicy z Pogonią, który może zadecydować o tym, kto rozstanie się z Betclic 1. Ligą. W obu przypadkach zespół z Podkarpacia ma gorszy bilans meczów bezpośrednich (z Pogonią – 1:3 u siebie, 0:0 na wyjeździe; z Kotwicą – 0:2 u siebie, 1:1 na wyjeździe). Zaciąg z Ekstraklasy też jest już prawie że wiadomy. W przyszłym sezonie na drugim szczeblu rozgrywkowym zobaczymy ubiegłorocznych srebrnych medalistów MP, czyli ekipę Śląska Wrocław, a także Stal Mielec i najprawdopodobniej Puszczę Niepołomice.

Terminarze 33. i 34. kolejki Betclic 1. Ligi:

źródło: 90minut.pl

Piotr Sornat