
Czy w tej lidze da się w ogóle cokolwiek przewidzieć? Oczywiście, że tak! Strzelający kolejne bramki Ángel Rodado, wygrywający kolejne ligowe spotkania GKS Tychy i pogrążeni w beznadziejności beniaminkowie, to tylko część najważniejszych wydarzeń ostatniego weekendu na zapleczu Ekstraklasy, które były nie tylko do zobaczenia, ale po prostu do przewidzenia.
DO PRZEWIDZENIA było to, że kolejna kolejka na drugim poziomie rozgrywkowym w Polsce może być kontynuacją pewnej niemocy, jaka od 2025 roku ogarnęła gospodarzy. Tej wiosny, ich zwycięstwa stają się w lidze rzadkością, o czym świadczyć może zaledwie pięć takich wygranych – ani jedno po zimowej przerwie, cztery w poprzedniej serii gier i jedno w zakończonej przed chwilą kolejce.
DO PRZEWIDZENIA było to, że w piątkowy wieczór w Gdyni piłka zatrzepota w siatce. W sześciu ostatnich spotkaniach pomiędzy Arką Gdynia i Wisłą Kraków zawsze oglądaliśmy bramki, a na przestrzeni ostatnich dwóch ligowych dekad tylko trzy spotkaniach tych drużyn nie przyniosły goli. W trzech ostatnich spotkaniach tych drużyn padł również nierozstrzygnięty wynik.
DO PRZEWIDZENIA było również to, że w piątkowy wieczór na liście strzelców znajdzie się imię i nazwisko pewnego, hiszpańskiego snajpera, który póki co więcej goli zdobywa na obcych boiskach. Ángel Rodado – najlepszy snajper ligi w czterech ostatnich spotkaniach z Arką Gdynia aż sześciokrotnie znalazł drogę do bramki rywala.
DO PRZEWIDZENIA było to, że żaden z beniaminków nie przełamie swojej niemocy. Kotwica Kołobrzeg przez ostatnie miesiące wygrała tylko jedno z szesnastu spotkań, Pogoń Siedlce po trzy punkty sięgała raz na piętnaście prób, a Stalówka zdołała wygrać jedno z ostatnich jedenastu ligowych spotkań. Dramat…
DO PRZEWIDZENIA było, że GKS Tychy znowu zapunktuje, bo Odra Opole w roli gospodarza występowała właśnie na Stadionie Miejskim w Tychach. Rycerze wiosny, bo takim mianem można już określić drużynę Artura Skowronka wygrała piąte spotkanie z rzędu i nie przegrała dziewiątego ligowego meczu, co stanowi najlepszą serię GKS-u na zapleczu Ekstraklasy.
DO PRZEWIDZENIA było, że Stal Rzeszów nie zakończy wyjazdowej eskapady bez zdobyczy bramkowej. W tym sezonie (poza stolicą i meczem z Polonią Warszawa) drużyna Marka Zuba na obcym terenie zawsze trafiała do bramki rywala. Nie inaczej było i tym razem w Grodzisku Wielkopolskim. Z Wartą Poznań sprawy w swoje nogi wziął Michał Musik, który jesienią strzelił najwięcej bramek w IV-ligowych rozgrywkach na Podkarpaciu.
DO PRZEWIDZENIA było, że Znicz Pruszków ze stadionu Górnika Łęczna wyjedzie ze zdobyczą punktową. Dzieje się tak już od kilku lat, gdy tylko pojawiają się na Lubelszczyźnie. Ostatnie osiem takich ligowych spotkań w tej części Polski, czy to z Motorem Lublin, czy z Wisłą Puławy, czy też z rzeczonym Górnikiem Łęczna – za każdym razem Zniczowi przynosi punkty.
DO PRZEWIDZENIA było, że w Legnicy padną bramki. Miedź przyzwyczaiła już wszystkich do tego, że gdy gra u siebie (od końcówki marca poprzedniego roku) zawsze zdobywa gole. Tym razem po ich stronie były dwa trafienia – o jedno mniej niż po stronie Polonii Warszawa, która po sześciu spotkaniach nie tylko wywalczyła cenny komplet punktów na wyjeździe, ale zdołała też wskoczyć do strefy barażowej.
Hubert Mikusiński