
Łódź. Czwarte miasto w Polsce pod względem ludności – tu się żyje i oddycha piłką dosłownie. Przekonaliśmy się o tym w piątek na własnej skórze. Ciarki i emocje targają nami do dnia dzisiejszego, bo to był po prostu najlepszy wieczór w historii LIGOWCA! Żadna inna drużyna, żadne inne spotkanie, na żadnym innym stadionie nie dostarczyło nam tylu niezapomnianych wrażeń, tylu wrażeń i tylu pozytywnych doznań, co mecz Łódzkiego Klubu Sportowego z krakowską Wisłą. Na potwierdzenie naszych słów najczęściej i najchętniej oglądany VLOG w historii kanału, gdzie można poczuć właściwie tylko namiastkę tego, co się dzieje przy alei Unii Lubelskiej.
Udając się w pierwszą (i pewnie nie ostatnią) podróż do Łodzi mieliśmy w pamięci dwie rzeczy – drogę Rycerzy Wiosny do tego miejsca, w którym są oraz ten nieszczęsny, ekstraklasowy ŁKS, który do najwyższej klasy rozgrywkowej wchodził pewnym krokiem wraz z obecnym mistrzem Polski. Każdy z nas (poza kibicami oczywiście Widzewa) wtedy liczył, że beniaminek z Łodzi w Ekstraklasie bez problemu sobie poradzi. Wszystkie ochy i achy szybko jednak przyćmiła ligowa rzeczywistość, która okazała się wyjątkowo brutalna. Niegotowa do walki o cokolwiek drużyna z pewną grupą trzymającą władzę w szatni spadła z niesamowitym hukiem.
Kret w szatni, którego już nie ma, pretensje do zawodników o przyjazd rowerem na trening, bardziej wyluzowany Kazimierz Moskal i nowy stadion – musiało minąć trochę czasu i musiało odejść kilku ludzi, aby ŁKS w pewien sposób został oczyszczony z toksycznej atmosfery, jaka wytworzyła się przy alei Unii Lubelskiej po wspomnianym wyżej awansie. W piątkowy wieczór widzieliśmy tam dosłownie wszystko. Ogień, pasję – nie tylko w oczach naszego przewodnika Bartka Króla, któremu dziękujemy za wszystko, nieprawdopodobny doping i przywróconą radość. – ŁKS wraca do Ekstraklasy – obwieścił po kapitalnym spotkaniu, zakończonym zwycięstwem 3:2 z Wisłą Kraków obecny Dominik Pasternak, który w swoim kąciku gastronomicznym oblizywał się pyszną giętą. To miasto, ten klub, ten stadion, ludzie – wszyscy potrzebują tam Ekstraklasy, potrzebują ekstraklasowych derbów Łodzi i oby już w pełni gotowego i nie płacącego frycowego ŁKS-u.
Mamy już czwartek. Za chwilę kolejna ligowa kolejka, kolejne emocje na finiszu rozgrywek Fortuna I i eWinner II ligi, a my wciąż żyjemy tym, co widzieliśmy w ten piątkowy wieczór w Łodzi. Emocje wciąż buzują, a przed oczami przewijają się obrazki ze stadionu im. Władysława Króla. Niekończące się wrzaski. Doping. 14-tysięczny orgazm. Takiej eksplozji radości dawno nie widzieliśmy, a byliśmy już na wielu stadionach. Po czymś takim powinniśmy czuć pewną pustkę, ale coś nam się wydaje, że podróż LIGOWCA dopiero na dobre się zaczyna i fajnie, że uczestniczycie w niej razem ze nami! Was to nic nie kosztuje, a nas dodatkowo motywuje.
Co tu więcej pisać… Polska piłka jest seksi – nie tylko w Łodzi, czy w Puławach, w ale i też na blokowiskach w Jastrzębiu. To właśnie tam zawitaliśmy w trzyosobowym składzie (m.in. z operatorem Michałem Czerniakiem, który pokazał nam wiele pięknych ujęć na VLOG-u) i trzeba przyznać, że zostaliśmy w kapitalny sposób ugoszczeni. Z tego miejsca słowa podziękowania i uznania dla Adama Lechowskiego – świetnego gościa, któremu wyjątkowo zależy na innym, lepszym postrzeganiu klubu, który powoli podnosi się z kolan. Jastrzębie ma swój wyjątkowy, niepowtarzalny urok. Stadion będący ewenementem może i na skalę światową, unoszący się w powietrzu klimat lat 90 – coś co lubimy i coś za czym czasem tęsknimy. Piękny to był weekend. Oby więcej takich.
Zespół Ligowca