Za chwilę półmetek sezonu w Fortuna 1 lidze, a my wciąż mamy wrażenie, że wszystkie nasze cotygodniowe dyskusje na temat kształtu tabeli są zbyt pochopne. Niby wiele może się jeszcze wydarzyć, ale po ostatnich wydarzeniach weekendu coraz bardziej przekonujemy się do Arki Gdynia, a coraz więcej wątpliwości zaczynają budzić w nas zespoły Wisły Płock i Górnika Łęczna. Nie wspominając już o Podbeskidziu czy Zagłębiu Sosnowiec. Kogo więc tym razem zapamiętaliśmy po ostatnim ligowym weekendzie na zapleczu Ekstraklasy i dlaczego?

Na wstępie nie można przejść obojętnie obok dwóch takich drużyn, które rozegrały mecze kolejki w ten weekend. GKS Tychy oraz Wisła Kraków w nieprawdopodobnych okolicznościach odwróciły losy swoich spotkań, zdobywając decydujące bramki w ostatnich minutach. Pierwsi uczynili to w poniedziałkowy wieczór od stanu 0:2 z Termalicą, a drudzy w sobotę przy Reymonta od 1:2 z GKS-em Katowice! Mimo zwycięstwa w Krakowie, na celowniku miejscowych kibiców wciąż pozostaje trener Radosław Sobolewski, który z 15-nastu ostatnich spotkań zwycięsko wychodził 6 razy.

Swoją drogą warto dodać, że goście w Krakowie stracili szansę na coś więcej niż tylko trzy punkty. Gdyby GKS był w stanie wbić gola na 1-3 (miał ku temu świetną okazję) lub nie dał sobie strzelić dwóch bramek w końcówce, to po 26 latach mógł cieszyć się ze zwycięstwa przy Reymonta. A tak wciąż bez zmian – 10 od tamtej pory spotkań na terenie Wisły i 9 porażka gości z Katowic. 18 ostatnich potyczek i 16 porażek. Bolesne, ale prawdziwe.

Wydarzenie kolejki to oczywiście mecz Arki Gdynia, która po 16 latach zdołała pokonać Lechię Gdańsk w śnieżnych derbach Trójmiasta odnosząc tym samym siódme ligowe zwycięstwo z rzędu. O wszystkim zdecydował jeden błąd i gol z rzutu karnego wychowanka. Michał Marcjanik w tym sezonie oprócz jubileuszowego 250 występu w żółto-niebieskich barwach na swoim koncie ma cztery gole oraz rekordową ilość czerwonych kartek. Trzecią w kolekcji w piątkowy wieczór pokazał mu Szymon Marciniak.

Bohaterów kolejki było kilku, ale wybór padł na kogoś mniej oczywistego. Kogoś, kto rozegrał już 68 spotkanie z rzędu na własnym stadionie. Kogoś, kto od pewnego czasu prezentuje równą formę i dla swojej drużyny zdobył w tym sezonie najwięcej bramek. Piotr Ceglarz po raz kolejny w tym sezonie wpisał się na listę strzelców i poprowadził Motor do ósmego zwycięstwa. 24 gole zdobyte w barwach klubu z Lublina, 18 na Arenie Lublin i 10 trafienie pod wodzą Feio. Kapitan przez duże K pod nieobecność Rafała Króla.

Niespodzianką kolejki z pewnością można określić postawę dwóch drużyn. Znicza Pruszków, który wygrał w Płocku oraz zbierającej na początku sezonu mnóstwo krytyki pod swoim adresem pewnej drużyny z Podkarpacia. W Rzeszowie przewrócili do góry nogami szatnie, postawili na młodych, zebrali frycowe na starcie i na półmetku sezonu udowadniają, że cierpliwość w piłce czasem popłaca. Łyczko z asystą, Warczak i Łysiak z bramkami więc i Stal z kolejnymi punktami. Górnik Łęczna za to ze stratami nie tylko tymi bramkowymi i punktowymi, ale też ludzkimi – co gorsza między słupkami.

Rozczarowaniem – jak co kolejkę zresztą – postawa Podbeskidzia. Górale po meczu w Głogowie pozostają bez ligowego zwycięstwa na wyjeździe i bez zdobyczy bramkowej na obcym terenie od ponad dwóch miesięcy. Jeszcze większym rozczarowaniem (choć pewnie nie dla wszystkich) tradycyjna postawa Zagłębia Sosnowiec. Ostatnia drużyna ligi, którą przez ostatni rok prowadziło już czterech trenerów nie potrafi wygrać od ośmiu spotkań.

Na koniec cytaty kolejki, które padły z ust trenerów Lechii Gdańsk oraz Znicza Pruszków:

– Zawody sędziował najlepszy sędzia na świecie, więc zawody były sędziowane tak, jak powinny. Wszystkie kartki, włącznie z moją, były zasłużone, także oby co tydzień sędziowali nam tacy ludzie – Szymon Grabowski do poziomu sędziowania w piątkowym meczu Arki z Lechią.

– Nie uwierzylibyście, w jakich warunkach musieliśmy się przygotowywać do tego meczu. Trzy jednostki treningowe odbyły się w śniegu po kostki, bo ktoś zapomniał odśnieżyć boiska. Szacunek dla zawodników, że chowają dumę i pracują mimo ciężkich warunkówMariusz Misiura po zwycięstwie w Płocku.

Hubert Mikusiński