Jedni ugasili pożary z przeszłości i zaczęli z optymizmem patrzeć w przyszłość. Drudzy po zimowych chwilach niepewności również wrócili do normalności. Przed nami pierwszy półfinał o Fortuna 1 Ligę, w którym zagrają drużyny dla których smak zaplecza Ekstraklasy nie jest obcy. Po roku banicji w Olsztynie i sześciu latach przerwy w Puławach dla Stomilu oraz Wisły narodziła się szansa na sukces. Kto ją więc dziś wykorzysta?

Faworytem bukmacherów oraz bacznych obserwatorów II-ligowych rozgrywek zdaje się być Stomil Olsztyn, który w przeciwieństwie do swojego dzisiejszego rywala nie musiał w niedzielę nerwowo spoglądać w kierunku innych II ligowych stadionów. Wisła oprócz wygranej z rezerwami Lecha liczyła na pozytywne wieści z Lubina i Warszawy, gdzie swoje mecze rozgrywał KKS Kalisz oraz Motor Lublin. Straty punktowe poniesione przez oba te kluby w połączeniu z wywalczonym kompletem punków w Puławach zapewniły Dumie Powiśla piąte miejsce i kolejną w ostatnich tygodniach podróż na Warmię i Mazury.

– Potrzymaliśmy to miejsce, które zajęliśmy po pierwszej części sezonu i na razie w 50% spełniliśmy oczekiwania nasze i kibiców – komentował ostateczne rozstrzygnięcia Mariusz Pawlak. Dla najdłużej pracującego na poziomie II ligi trenera Wisły dzisiejszy mecz (początek o godz. 17:45) będzie pierwszym barażowym doświadczeniem na ławce trenerskiej. Niepowtarzalny smak sukcesu takich spotkań nie jest obcy natomiast Szymonowi Grabowskiemu, który dwa lata temu doświadczył finałowego triumfu po rzutach karnych z wracającą wtedy po 26 latach na zaplecze Ekstraklasy Resovią Rzeszów.

Dodatkowy czas gry i ewentualny konkurs jedenastek to scenariusz, którego Grabowski i spółka nie może wykluczyć i tym razem. Stomil w tym roku zanotował 9 remisów, a w całym sezonie zgromadził ich na swoim koncie aż 15. Żadna inna drużyna od Ekstraklasy do III ligi nie dzieliła się punktami z tak dużą częstotliwością co zespół z Olsztyna. Co więcej na przestrzeni ostatnich 10 lat w II lidze, więcej ligowych kompromisów (16) zanotowała tylko jedna drużyna – Widzew Łódź.

Imponująca seria 16 spotkań bez porażki, wiele spotkań na tzw. zero z tyłu i co za tym idzie najmniejsza ilość straconych bramek w lidze oraz słabsza końcówka sezonu. – Jestem przekonany, że są dwa mecze przed nami – mówił po ostatnim spotkaniu z Radunią Szymon Grabowski. Jego Stomil mógł, a może i nawet powinien awansować bez konieczności gry w barażach, ale gorsza dyspozycja gospodarzy (4 spotkania bez zwycięstwa) przyszła na samym finiszu rozgrywek. Wszystko rozpoczęło się właśnie od wspominanej passy i najbardziej dotkliwej porażki 0:3 w Olsztynie właśnie z Wisłą, a skończyło na niedzielnym, bezbramkowym remisie z Stężycy. Dziś po raz kolejny, ale tym razem już na ostatniej prostej do I ligi, Dumie Warmii staje nieobliczalna, bezkompromisowa w ostatnim czasie drużyna z Puław – jedyny zespół, któremu w tym sezonie dwukrotnie udało się ograć Stomil.

Hubert Mikusiński