II liga w tym sezonie ma swoją wyjątkową specyfikę. Wszyscy (może poza Sandecją) wygrywają ze wszystkimi, wszyscy przegrywają ze wszystkimi, a różnice punktowe między strefą spadkową, a barażową można zniwelować w przeciągu dwóch kolejek. Czy komuś więc w weekend uda się choć na chwilę uwolnić z ligowego ścisku, jaki panuje od dłuższego czasu w tabeli? Sprawdźmy…

ŚCISK NA GÓRZE

Największe szanse na to, aby oddalić się od ligowej reszty będzie miał lider rozgrywek, który w Krakowie zagra z ostatnią drużyną ligi. Dla KKS-u Kalisz oraz Sandecji miał to być sezon, który otworzy nowy, klubowy rozdział. Pomóc wejść na ten lepszy poziom mieli: zatrudniony przed sezonem Paweł Ozga oraz niedawno zakontraktowany na trenerskiej ławce Łukasz Surma. U obu szkoleniowców póki co efekty z goła odmienne – KKS wygrał w lidze najwięcej spotkań, a Sandecja najmniej. Faworytem do zgarnięcia kompletu punktów wydają się być więc goście, ale trzeba pamiętać, że KKS przez ostatni rok, pełną pulę w dwóch wyjazdowych spotkaniach z rzędu zgarnął tylko raz.

O miejsce na ligowym podium zagra ranna Radunia Stężyca, która nie dość, że po raz pierwszy w tym sezonie doznała bardzo srogiej porażki w Chojnicach (1:5) to jeszcze przed kilkoma dniami odpadła z rozgrywek Fortuna Pucharu Polski ponosząc kolejną bolesną lekcje na boisku z III ligowcem. Dziewięć straconych bramek przez ostatni tydzień z pewnością jest zmartwieniem niedawnego lidera rozgrywek. Swoje problemy ma również najbliższy rywal Kanarków. Drugiej drużynie Zagłębia w ostatnim czasie przytrafiło się coś, co do tej pory nie miało miejsca pod wodzą Pawła Sochackiego – dwie porażki z rzędu. Faworyt? Chyba mimo wszystko niepokonani na Kaszubach gospodarze. Ale i również w ich przypadku trzeba pamiętać o domowych dokonaniach Raduni, a właściwie ich braku – dziesięć ostatnich, ligowych prób u siebie dla gospodarzy powodzeniem kończyło się tylko w dwóch ostatnich spotkaniach z rezerwami Lecha i Olimpią Grudziądz.

ŚCISK W ŚRODKU

Chciałoby się powiedzieć: prawda, że można? Od dawna większość II-ligowych obserwatorów wiedziała, że obecna kadra Kotwicy Kołobrzeg ma większy potencjał, niż to, co pokazuje na boisku, ale na początku sezonu dowodów na to brakowało. W ostatnich tygodniach nad Bałtykiem pojawiły się już jakieś konkrety – cztery mecze mecz bez porażki i cztery punkty straty do lidera. Faworyt rozgrywek po słabym początku sezonu wyraźnie odżył, strzela najwięcej goli w lidze i co najistotniejsze nie przegrywa. Więcej powodów do przemyśleń (nie wliczając rozgrywek Fortuna Pucharu Polski) w ostatnich tygodniach ma najbliższy rywal Kotwicy. Wisła Puławy wygrała w lidze tylko jedno z sześciu ostatnich spotkań i z pozycji samodzielnego lidera znalazła się w samym środku ligowej stawki.

O najwyższe cele, a przynajmniej o strefę barażową w tym sezonie chce bić się Hutnik Kraków. Tymczasem w Nowej Hucie ostatnie ligowe weekendy w kratkę – raz wygrana, a raz przegrana. Pocieszający może być fakt, że podopieczni Bartłomieja Bobli znajdują się w gronie drużyn bez porażki na własnym stadionie. I właśnie w weekend, na Suchych Stawach zamelduje się drużyna, która w tym roku na obcym terenie wygrała tylko jedno spotkanie (to ostatnie w Kaliszu). Chojniczanka w ostatnich tygodniach wygrała dwa mecze z rzędu (m.in. z niepokonaną Radunią) i pewnie nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że ostatni raz taką serię spadkowicz zanotował dokładnie 13 miesięcy temu.

ŚCISK NA DOLE

W ostatnich tygodniach więcej niż o wynikach Stali Stalowa Wola mówiło i pisało się o nieporozumieniach na linii zespół-kibice. Wszystko pokłosie porażki z Sandecją. – Mam nadzieję, że sytuacja się unormuje i po prostu będziemy się wspólnie wspierać – komentował po ostatnim meczu Ireneusz Pietrzykowski. Po skromnym zwycięstwie z Polonią Bytom oraz pucharowym triumfie nad Zniczem przy Hutniczej wszystko zdaje się wracać do normalności. Do pełni szczęścia wciąż brakuje jednego – punktów i przede wszystkim bramek (najmniej w lidze) na wyjazdach. Po trzech porażkach na terenie przeciwników beniaminek po kilku latach przerwy rusza do Elbląga, aby stawić czoła rozpędzonej Olimpii. Gospodarze po raz pierwszy pod wodzą Przemysława Gomułki wygrali trzy spotkania z rzędu na własnym obiekcie.

Najdłużej w lidze bez zwycięstwa pozostaje Olimpia Grudziądz. Beniaminek od pięciu spotkań nie zaznał smaku zwycięstwa. Niewiele lepiej (pozycja niżej w tabeli) w ostatnim czasie radzi sobie inny beniaminek z Bytomia, który w poniedziałek pożegnał się z zatrudnionym zimą Adamem Burkiem. Polonia wygrała tylko jedno z ostatnich dziewięciu spotkań. Przed poniedziałkowym meczem zamykającym 11. serię gier ze Stomilem dla gospodarzy pocieszające mogą być dwa fakty – niezła postawa w ostatnich meczach ze Stalą Stalowa Wola i pucharowym z rezerwami Pogoni oraz brak porażki w swoich nowych, czterech ścianach.

Hubert Mikusiński