Nowy nadawca, nowy sponsor rozgrywek, nowy format rozgrywek i oczywiście nowe drużyny. Drugoligowcy już w blokach startowych. Jedni uśmiechnięci, z wartością dodaną z różnych, wcześniej nie do końca znanych, piłkarskich miejsc Polski. Drudzy, nieco smutniejsi, ze sporym bagażem ligowego doświadczenia wyniesionego z zaplecza Ekstraklasy. Jeszcze inni w Częstochowie zaskoczeni scenariuszem nagłego powrotu do rozgrywek w skutek problemów finansowych w Stężycy. Na kilka dni przed startem sezonu 2024/2025 pora poznać tych, którzy dołączyli do grona II-ligowców.

W trakcie EURO transferowe ruchy i sparingowe poczynania śledziliśmy jednym okiem, ale ostatnie dni spędziliśmy już na nadrabianiu zaległości. Nie ukrywamy, że pamiętając wcześniejsze okienka i różne, letnie rewolucje mamy pewne obawy, co do zespołów, które po spadku chcą wrócić jak najszybciej. Szczególnie tyczy się to trzech nowych zespołów w II lidze, gdzie kibice tego lata musieli intensywnie uczyć  się rozpoznawania nowych twarzy. Mowa oczywiście o Resovii, Zagłębiu Sosnowiec oraz Podbeskidziu Bielsko-Biała i tradycyjnym krajobrazie po spadku, który dla przynajmniej dwóch ostatnich klubów ma być nowym otwarciem.

Przez szatnie w Sosnowcu i Bielsku-Biała tego lata przeszły ogromne tornada. I tu pewien szok i niedowierzanie – obcokrajowców niewiadomego pochodzenia lub z reguły siódmego sortu niewiele. Są za to solidne, ligowe posiłki z Polski. Biernat, Dziwniel, Fonen, Osyra, Tomczyk wylądowali pod Klimczokiem, a Marciniec, Mularczyk, Agbor czy Niewulis dołączyli do drużyny Marka Saganowskiego. Wędrujące przez wiele lat po różnych poziomach rozgrywkowych Zagłębie w poprzednim sezonie pod wodzą byłego szkoleniowca Motoru Lublin, Pogoni Siedlce i Wisły Płock nie drgnęło. Nie wygrało 26 kolejnych spotkań z rzędu i zajęło ostatnie miejsce w lidze, dlatego przed nadchodzącym sezonem nikt nie podejmuje się odważnych deklaracji na bazie letnich rewolucji.

Przez ostatnie miesiące, nieznacznie lepiej (1 zwycięstwo w 16 spotkaniach) sprawy się miały w Bielsku-Białej – jednym takim miejscu w II lidze, które dotychczas znało tylko smak gry w Ekstraklasie i na jej zapleczu (22 lata z rzędu). Podbeskidzie miało w swojej historii króla strzelców w najwyższej klasie rozgrywkowej oraz na poziomie I ligi, a w nadchodzącym sezonie będzie miało derbową potyczkę w Rekordem. Pierwszy raz w historii oba kluby (Podbeskidzie po spadku, a Rekord po awansie) zagrają ze sobą nie tylko szczeblu ogólnopolskim. Nigdy wcześniej oba kluby nie rozegrały ze sobą oficjalnego spotkania – ani w lidze ani w Pucharze Polski na żadnym szczeblu. 

Derbowy bój w II lidze stoczy również Hutnik Kraków z innym beniaminkiem, o którym głośniej zrobiło się cztery lata temu. Wówczas do pewnego zespołu z klasy okręgowej dołączyło dwóch reprezentantów Polski (wiadomo o kogo chodzi), a chwilę później stery na ławce trenerskiej przejął były selekcjoner kadry narodowej. Dziś Wieczystą Kraków już bez Radosława Majewskiego i Franciszka Smudy, ale za to ze Sławomirem Peszko na ławce trenerskiej (ligowy bilans 20-3-2) zna każdy. Należąca do bogatego, lokalnego biznesmena, Wojciecha Kwietnia drużyna nie przestaje zaskakiwać i po upragnionym awansie chce iść dalej. Latem beniaminek pożegnał aż 20 zawodników. Wszystko po to, aby zrobić miejsce na kolejne posiłki z PKO Ekstraklasy. Jednym z nich latem został piłkarski obieżyświat (wcześniej Cypr, Grecja, Portugalia, Anglia oraz Holandia) skrzydłowy Lisandro Semedo pozyskany z Radomiaka Radom.

Ale ani mocarna i bogata Wieczysta Kraków. Ani kręcący się od lat wokół awansu Rekord Bielsko-Biała. Ani tym bardziej powracająca po dwóch latach Pogoń z Grodziska Mazowieckiego nie były zespołami, które jako pierwsze przyklepały sobie udział w II ligowych rozgrywkach. Wszystkie cztery grupy w ostatniej lidze przed szczeblem centralnym zdominował  mały klub o wielkim sercu, o którym niewielu z nas mogło do niedawna usłyszeć. Świt Skolwin z przemysłowej dzielnicy Szczecina po raz pierwszy od czasu pucharowego spotkania (1/16 finału w 2021 roku)  z Legią Warszawa ma szansę wyjść zza pleców lokalnego rywala i pokazać się szerszej publiczności. Świadczyć może o tym transferowa ofensywa na czele z Jonatanem Strausem i Grzegorzem Aftyką, który ostatni sezon w barach Błękitnych Stargard zakończył z 15 trafieniami.

Hubert Mikusiński