
Niemoc beniaminków, nagłe przebudzenie spadochroniarzy z Ekstraklasy oraz faworytów z Małopolski. Do tego mnóstwo interwencji VAR, rzutów karnych i druga pod względem skuteczności ligowa kolejka w obecnych rozgrywkach. Obok takich wydarzeń na boiskach Fortuna 1 ligi nie można przejść obojętnie, dlatego lecimy z naszym klasycznym NAJ, NAJ, NAJ ostatniego weekendu.
NAJWYŻSZE ZWYCIĘSTWO – LECHIA GDAŃSK
Jeśli ktoś wierzył, że GKS Katowice z kolejki na kolejkę będzie umacniał swoją ligową pozycję w czołówce musiał w piątkowy wieczór być mocno rozczarowany. W starciu z Lechią Gdańsk zespół z województwa Śląskiego posypał się nie jak solidna budowla, a jak domek z kart. Drużyna trenera Szymona Grabowskiego nie tylko wygrała 5:1, ale pokazała siłę, dojrzałość i przede wszystkim skuteczność, jakiej w Trójmieście nie oglądano od 2016 roku. W Gdańsku o wszystko zadbał tym razem w głównej mierze hiszpańsko-słowacki duet Fernandez-Bobcek, który zapisał na swoim koncie bramkowy dublet.
NAJWIĘCEJ ZWYCIĘSTW – ODRA OPOLE
Trzeci wyjazdowy mecz i trzecia wygrana. Połowa całego wyjazdowego dorobku z poprzedniego sezonu już zdobyta. Odra wygrała w Legnicy z Miedzią 2:1 i na skutek tego, że Górnik Łęczna podzielił się punktami z Podbeskidziem ponownie została liderem Fortuna 1 ligi. Za wcześnie jeszcze, aby odtrąbić ich sukces zespołu z Opola, ale czy ktoś mógł przypuszczać, że po 25% tego sezonu to właśnie ta 15. drużyna poprzednich rozgrywek będzie miała na swoim koncie najwięcej zwycięstw? Nawet po starcie siły napędowej, jaką był Maciej Makuszewski. Chyba niewielu, dlatego szacunek i największe brawa kierujemy po tej kolejce w stronę zespołu Adama Noconia.
NAJWIĘKSZY PODZIW – GÓRNIK ŁĘCZNA
W klasyku Górnikowi zawsze trudno się grało w Bielsku z Podbeskidziem – w końcu jeszcze nigdy tam nie wygrali, a próbowali już 10 razy… Nie inaczej było i tym razem, gdy niepokonani pod Klimczokiem Górale napierali z powietrza i każdej możliwej strony boiska. Czasem trochę bezradnie, a czasem po prostu nieskutecznie i bez odrobiny farcika w najlepszym dla siebie meczu tego sezonu. Jedyna niepokonana w lidze drużyna na swoje szczęście ma w tym sezonie kogoś takiego jak bramkarz Maciej Gostomski, który już dawno wyrósł ponad poziom tej ligi potwierdzając to tylko i w tym spotkaniu. – Pracuje, staram się, bronie, bardzo dobrze czuje się z linią obrony – podsumował swoje dotychczasowe bramkarskie dokonania na naszym kanale sam zainteresowany.
NAJWIĘCEJ GOLI – BRUK-BET NIECIECZA
Po słabym otwarciu nowej, ligowej kampanii, finalista barażu o Ekstraklasę otrząsnął się i chyba zaczął grać na miarę swoich możliwości. Termalica przez ostatni miesiąc zachwyca nie tylko formą. Oprócz tego, że nie przegrała żadnego z ostatnich czterech spotkań (trzy z nich rozstrzygnęła na swoją korzyść) to do tej pory w lidze strzeliła najwięcej bramek. Zjawisko pod bramką rywali o tyle ciekawsze, gdy zagłębimy się w bramkowe szczegóły zespołu Mariusza Lewandowskiego – najmniej w lidze (4) strzelone bramki u siebie i najwięcej (15) na wyjazdach.
NAJWIĘKSZE ZASKOCZENIE – WISŁA PŁOCK
Konkretne otwarcie nowego obiektu, skromna, ale w pełni zasłużona wygrana w Rzeszowie i kolejne okazałe zwycięstwo przed własną publicznością. Nafciarze powoli, małymi krokami wydostają się z ligowego bagna, w którym tkwili od dobrych kilku miesięcy. W niedzielę Wisła Płock w efektowny sposób (4:1 i najwięcej goli zdobytych przed własną publicznością) wygrała trzecie spotkanie z rzędu i wpłynęła do strefy barażowej. Gospodarze zwycięstwo dedykowali jednej osobie – Zwycięstwo dedykujemy Marcinowi Biernatowi, który zaczyna już swoją rehabilitację, dzisiaj chłopaki zagrali tak, jak Ty byś Marcin zagrał – podkreślił na konferencji Marek Saganowski.
NAJWIĘKSZE ROZCZAROWANIE – M JAK MIEDŹ I MOTOR
4:1 wygrała również inna Wisła ta z Krakowa, choć mecz w Lublinie był zupełnie inny niż ten rozegrany dzień później w Płocku. Motor nie był w stanie pokonać Białej Gwiazdy, bo nie wygrywa w futbolu ten, kto popełnia aż tyle grzechów ciężkich w jednym spotkaniu. Gospodarze najpierw w pierwszej połowie podarowali rywalowi dwa gole, a później, po zagraniach piłki ręką we własnym polu karnym dołożyli dwa rzuty karne. Skuteczność rywala i całkowita dekoncentracja beniaminka sprawiła, że Motor po raz pierwszy pod wodzą Gonçalo Feio nie tylko stracił rekordową ilość goli w jednym spotkaniu, ale też po raz pierwszy od roku poniósł dwie ligowe porażki z rzędu.
Odkąd Radosław Bella na dzień dobry z Fortuna 1 ligą odebrał nagrodę za wyniki w lipcu i sierpniu jego zespół z kolejki na kolejkę osuwa się w ligowej tabeli. Miedź Legnica w ostatnim czasie zremisowała z GKS-em Tychy, Wisłą Kraków, poniosła porażkę z Arką Gdynia oraz po raz pierwszy w tym sezonie przegrała na własnym terenie. Czar prysł? Niekoniecznie, ale więcej będzie można napisać po kolejnym meczu z wracającym do gry Chrobrym Głogów.
NAJWIĘKSZY ŻAL – WOJEWÓDZTWO MAZOWIECKIE
Na początku wydawało się, że będzie bezboleśnie, a czasami nawet przyjemnie. Tymczasem bywa trudno, nerwowo i momentami frustrująco. Dla beniaminków z województwa mazowieckiego mało które spotkanie w ostatnim czasie kończy się happy endem. Polonia może i w lidze gra fajnie dla oka, strzela dużo bramek, ale do tej pory wygrała tylko dwukrotnie – w Głogowie i Gdyni. W Rzeszowie zgarnąć pełnej puli się nie udało. Goście mieli swoje sytuacje, ale bliżej zwycięstwa była Resovia. W Pruszkowie plany Zniczowi na jakąkolwiek punktową zdobycz pokrzyżował inny zespół z Rzeszowa, a właściwie pewien małolat, o którym za chwilę.
NAJWIĘKSZY TALENT – SZYMON ŁYCZKO
– Spotykam się w PZPN czy w różnych klubach i jesteśmy stawiani jako przykład akademii i rozwoju chłopaków – mówił na ostatnim śniadaniu prasowym Rafał Kalisz. Prezes Stali Rzeszów podkreślał wielokrotnie, co jest filarem długofalowego projektu klubu i po ostatniej kolejce można stwierdzić, że pewne rzeczy idą w dobrym kierunku. Mowa tu oczywiście o strzelcu dwóch bramek ze Zniczem. 17-letni Szymon Łyczko w zeszłym sezonie przyglądał się z perspektywy ławki rezerwowej rezerw rzeszowskiego klubu, a dziś ma już na swoim koncie cztery trafienia i wyrasta na jednego z liderów zespołu prowadzonego przez Marka Zuba.
Hubert Mikusiński
