
Kiedy w 84. minucie Paweł Łysiak wykorzystał rzut karny i Kotwica Kołobrzeg wyszła na prowadzenie, kibicom lubelskiego zespołu przed oczami stanął cały sezon, w którym nieustannie gonili ligową czołówkę. Było nerwowo, ale chwilę przed końcowym gwizdkiem, kolejne w ostatnim czasie precyzyjne dośrodkowanie Filipa Wójcika na gola zamienił Piotr Ceglarz. Pół godziny później Motor za sprawą indolencji strzeleckiej gospodarzy i przytomności Dawida Kasprzyka mógł świętować drugi z rzędu awans do barażowego finału o udział w Fortuna 1 lidze.
Dwa ostatnie, czerwcowe spotkania rozgrywane w Warszawie i Kołobrzegu były najważniejszymi występami Motoru w tym sezonie. To w nich, do ostatnich minut ważyły się losy awansu – najpierw do strefy barażowej, a później do finału. Tracone bramki z Polonią i Kotwicą w ostatnim kwadransie gry mogły wywołać obawy, ale drużynę Gonçalo Feio w tym sezonie niewiele rzeczy było w stanie złamać. – Jesteśmy niezniszczalni – wykrzykiwał w środowy wieczór Portugalczyk, który niezależnie od niedzielnego rozstrzygnięcia zbudował zwycięzcę tego sezonu pod względem mentalności i charakteru.
Wydźwignięcie się z ligowych czeluści do baraży i kolejny awans do finału, gdzie po zwycięstwie 3:1 z Wisłą Puławy czekał już Stomil Olsztyn miał całkowicie inny wymiar niż ten wywalczony dużo wcześniej przed rokiem. Nikt już nie narzekał na napięty terminarz i logistykę. Nikt również nie wracał przemoczony do suchej nitki z dalekiego, środowego wyjazdu, bo na taki ani władze klubu z Kołobrzegu ani policja nie wyraziły zgody. Motor, który tego dnia nie mógł liczyć na wsparcie swoich oddanych kibiców o awans bił się do samego końca. Najpierw sprawy w swoje nogi wzięli czwarty i drugi pod względem ilości występów w lubelskim zespole Filip Wójcik i Piotr Ceglarz. Pierwszy dośrodkował, a drugi kapitalnym strzałem z bliska na minutę przed końcem spotkania doprowadził do dogrywki.
Po 100. minutach gry to gospodarze mogli i powinni prowadzić, ale mylili się wprowadzeni w drugiej połowie na plac gry doświadczeni i zaprawieni w ligowych bojach Wolsztyński i Goncerz. – Piłka jest okropna. Tym razem dla trenera, dla piłkarzy Kotwicy. Wynik mógł pójść w obie strony. Najważniejsze było serce i wiara w to, co robimy – podkreślił na konferencji Feio. Portugalczyk za każdym razem ufał w końcówkach Dawidowi Kasprzykowi, a ten w końcu odpłacił się pierwszym w zółto-biało-niebieskich barwach golem. Oczywiście po dograniu Ceglarza, którego zabraknie (czyt.karki) w niedzielnym finale.
Pięć minut później Motor wykrzyczał w Kołobrzegu II-ligowemu światu, że po raz drugi melduje się w finale. Kotwica, mająca jeszcze w połowie października przewagę 23 punktów i 17 miejsc w ligowej tabeli nad klubem z Lublina nie zdołała wykorzystać swojej szansy zarówno w niedzielę z Pogonią Siedlce (remis 1:1) jak i w środę. – Obydwa zespoły zasłużyły, aby spotkać się w finale baraży, bo byłoby to większym dowartościowaniem tych klubów i tego co stało się w tych klubach w tym sezonie – mówił na konferencji Maciej Bartoszek. Jego zespół i czekające od czasów Floty Świnoujście (sezon 2014/2015) na ekstraklasowe zaplecze, piłkarskie województwo zachodniopomorskie plany awansu musi odłożyć na kolejny rok.
Hubert Mikusiński
