
Jedni, na zapleczu Ekstraklasy i na zapleczu zaplecza Ekstraklasy tradycyjnie już ekscytują się barażami. Inni za chwilę poznają słodko-gorzki smak rywalizacji o przetrwanie w II lidze i wydostanie się z III-ligowych zakamarków. Z jednej strony niby fajnie, bo zawsze to dodatkowe emocje, dodatkowa szansa i dodatkowe miejsce, ale czy na pewno jest to rozwiązanie, o jakim zawsze marzyłem?
Na początku warto zaznaczyć, że format II i III ligi przeszedł już do historii. Jakoś rok temu o tej porze PZPN zatwierdził zmiany, o których dyskutowało się na III-ligowych stadionach i nie tylko od dawien dawna. Koncepcji było oczywiście kilka – powiększenie ligi, większa ilość spadkowiczów itd. Ostatecznie postawiono na utrzymanie 18-zespołowej II ligi i wprowadzenie baraży, w których najpierw:
11.06.2025: wicemistrz III ligi gr. II Błękitni Stargard – wicemistrz III ligi gr. III MKS Kluczbork
11.06.2025: wicemistrz III ligi gr. IV Podhale Nowy Targ – Legia II Warszawa
A później:
14/15 i 18.06.2025 (mecz i rewanż): Błękitni Stargard/MKS Kluczbork – Olimpia Grudziądz
14/15 i 18.06.2025 (mecz i rewanż): Podhale Nowy Targ/- Legia II Warszawa – Zagłębie II Lubin
Nieźle sobie to wykombinowali, nie? Czy to jednak dobre rozwiązanie. Tu pojawiają się moje nieufności, o których za chwilę. Zanim to nastąpi muszę zaznaczyć, że rozgrywki II ligi bacznie śledzę od blisko 15 lat. Szmat czasu, aby zaobserwować wszystkie blaski i cienie ostatnich sezonów i obecnego, ligowego systemu, w jakim przyszło nam żyć. Wszyscy doskonale wiemy, że strzałem w dziesiątkę okazały się baraże, które co roku generują sporą dawkę dodatkowych emocji i co do tego nikt nie ma żadnych wątpliwości. Pojawiają się one za to gdzieś indziej, a konkretniej w totalnym braku stabilności II ligi, z której co jakiś czas ktoś po prostu się wyłamywał. A to GKS Bełchatów, a to Wigry Suwałki, Bytovia Bytów, Sokół Ostróda, a to znowu Radunia Stężyca i za chwilę kolejne kluby. Wszyscy już do znudzenia przewijamy sytuacje, w których albo ktoś się po prostu wycofywał albo dostawał ujemne punkty za finansowe problemy, o których przecież co chwila słyszy się w przypadku innych klubów.
Koszty utrzymania się na ligowej powierzchni nie są małe, przychody nie za duże, a atrakcyjność ligi i zainteresowanie (poza pewnymi wyjątkami) mam wrażenie nieustannie spada. W poprzednim sezonie, II ligowym rozgrywkom towarzyszyła najmniejsza od ostatniej reformy ilość widzów na trybunach. Trudno przypuszczać, aby w nadchodzącym sezonie nagle miało się to zmienić. Nowy system z najmniejszą od lat wolną przestrzenią, którą w bardzo jasny i przejrzysty sposób zobrazował kilka miesięcy temu dziennikarz TVP Sport Dominik Pasternak ma stanowić próbę nawiązania jeszcze większej walki. O konkretne, ligowe cele. O emocje, które nakręcają ten cały biznes. O oglądalność. To wszystko – kiedy już wygeneruje pieniądze – ma przekuć się oczywiście na atrakcyjność produktu. Dla kibiców na pewno wygląda to ciekawie. Dla II ligowych klubów już niekoniecznie – szczególnie tych, które będą wchodzić do ligi.

Beneficjentami nowej reformy rozgrywek mają być oczywiście III ligowe kluby, którym na tych zmianach najbardziej zależało. Trudno, aby było inaczej w przypadku jednej z najtrudniejszych lig w kraju, gdzie tylko jeden zespół premiowany jest awansem, a znaczna większość ligi tylko jeździ po Polsce bez większego sensu. Wyboista i niezwykle wąska droga, przez którą w przeszłości z trudem przeciskał się Widzew Łódź, czy też Motor Lublin została tylko nieznacznie poszerzona. Dwóch zwycięzców baraży z Betclic 3. ligi dostanie w nagrodę dwa kolejne spotkania o być w II lidze z przedstawicielami tej klasy rozgrywkowej z miejsc 13 i 14. Wielka okazja czy może iluzja? Szansa na pewno – zwłaszcza dla klubów stabilnych finansowo (o ile takie są), ale też dodatkowe podróże i skurczony czas, aby przygotować się do nowych rozgrywek, w których notabene ryzyko spadku poprzez miejsca 13 i 14 zostanie zwiększone.
I w tym momencie pojawia się kluczowe pytanie, co w tej sytuacji byłoby najlepszym rozwiązaniem? Złotego środka pewnie nie ma – każdy pewnie będzie miał swoje rozwiązanie na taką okoliczność. Gdy jednak patrzę na kondycję finansową niektórych klubów II ligi, dla których spadek czasami jest wybawieniem z kłopotów finansowych (bo koszty spadają bardziej od przychodów), to dochodzę do jednego, być może nieoczywistego lub jak kto woli kontrowersyjnego wniosku. Mianowicie powrotu do ustawień fabrycznych z grupą wschodnią i zachodnią, która mogłaby poprawić przepustowość między II i III ligą. Jasny system awansów i spadków – z obu grup spadają po cztery zespoły i z każdej grupy III ligi awansują po dwie – mistrz i druga drużyna po takich barażach, jakie serwuje nam I i II liga. Jest walka o coś do końca. Jest impuls i szansa na rozwój dla innych klubów z potencjałem, których nie brak na poziomie III ligi. Mogą być też większe oszczędności w klubowej kasie, a i atrakcyjność spotkań z bardziej lokalnymi rywalami. Oczywiście miło będzie, jak ta obecna reforma okaże się takim strzałem w dziesiątkę, jak ta w przypadku barażowej rozgrywki na poziomie I i II ligi.
Hubert Mikusiński