Własna publiczność i niezwykła przychylność włodarza miasta. Do tego nabita do granic możliwości ligowym doświadczeniem kadra, pozycja wicelidera rozgrywek i ostatnie, derbowe triumfy. A jakby tego było mało rywal szorujący po ligowym dnie, bez zwycięstwa. Z najmłodszą (nie wliczając rezerw) i totalnie anonimową kadrą w lidze, którą dowodzi trener, nazywany prześmiewco wuefistą po tym, jak wytykał przed meczem brak miejscowego wsparcia. Gospodarze mieli w zasadzie wszystko po swojej stronie, aby wygrać ten mecz, ale go nie wygrali, bo o sobie ponownie dało znać wyświechtane do granic możliwości hasło o meczach rządzących się swoimi prawami.

Makaron, którym dwa lata temu ”zajadał” się Michał Paluch po zdobyciu trzeciej bramki zdawał się być początkiem lekkich napięć przy piłkarskim stole dwóch klubów w jednego miasta. Na kilka dni przed derbowym pojedynkiem wicelidera z ostatnią drużyną ligi atmosferę postanowił podgrzać trener Łukasz Jankowski. Na sugerowany brak wsparcia z miasta błyskawicznie zareagował Marcin Dmowski. Burmistrz, dla którego Avia jest oczkiem w głowie odpowiedział na zaczepki trenera gości. Później sprawy w swoje ręce na szczęście wzięli już zawodnicy obu klubów z przeciwnych biegunów ligowej tabeli.

Derby rządzą się swoimi prawami – trudno chyba w inny sposób wytłumaczyć to, co wydarzyło się w sobotnie popołudnie w jednym z niewielu miast w Polsce, gdzie wciąż rozgrywane są lokalne derby. Czerwona latarnia ligi rzuciła wyzwanie drużynie, która w III-ligowej grupie śmierci zgromadziła największą ilość zwycięstw, punktów i bramek w 2025 roku. Ostatnia w ligowej tabeli Świdniczanka Świdnik właściwie ani razu nie pozwoliła wyjść na prowadzenie Avii w szóstej (łącznie z pucharową) derbowej potyczce między tymi klubami. Wszystko to w jaskini lwa, gdzie kompletnie nikt nie dawał szans skazywanemu na pożarcie rywalowi.

W Świdniku przy Sportowej 2 wszyscy jednak od samego początku przecierali oczy ze zdumienia, choć byli i tacy, którzy ostrzegali. – To taki niedoceniany rywal, mający nieoczywistych zawodników bez nazwisk, który mają swoją jakość i ten mecz będzie dla nas bardzo ciężki mimo, że jesteśmy wiceliderem, a Świdniczanka ostatnia – wspomniał Patryk Małecki. Za każdym razem, gdy w weekend Avia starała się rzucić na rywala, to właśnie rywal wyprowadzał zabójcze ciosy – ten ostateczny w samej końcówce za sprawą Tomasza Tymosiaka, który zimą zajął miejsce Michała Zubera, dla którego wygrana Dumy Lotniczego Miasta zdawała się być sprawą oczywistą.

Avia w derbach Świdnika, gdzie porządku na boisku pilnował niekoniecznie dobrze kojarzący się im arbiter (ten sam, który pokazał Patrykowi Małeckiemu czerwoną kartkę w przegranych derbach z Chełmianką) zapomniała, jak się gra w piłkę. Wykorzystała nie tylko Świdniczanka Świdnik, ale przede wszystkim ligowa konkurencja z Ostrowca Świętokrzyskiego, o której możecie poniżej posłuchać kilku słow. Liderujące KSZO, które również w tym sezonie wyjechało ze Świdnika z kompletem punktów zdołało odskoczyć na cztery ”oczka”. Do Avii doskoczyli za to Wiślanie Skawina. Drużyna prowadzona przez Radosława Jacka – jednego z najlepszych, trenerskich fachowców w tej grupie po 1/4 sezonu zdaje się być póki co największym zaskoczeniem tego sezonu – jak widać obfitującego w różne, derbowe i nie tylko zwroty akcji.

Hubert Mikusiński