
Wrócili! Po długich 97 dniach ligowego detoksu, na boiskach znowu zameldowali się reprezentanci najbardziej niewdzięcznych i podłych III-ligowych rozgrywek. I już na starcie mogliśmy zaobserwować, że kilka drużyn zmieniło się nie do poznania – zarówno jeśli chodzi o nowe twarze w zespołach, jak i również o boiskowe poczynania. Zima mocno zachwiała kilkoma klubami, o których dziś kilka słów.
Po ponad trzech miesiącach przerwy szczerze mówiąc nie wiedzieliśmy zbytnio, czego spodziewać się po faworytach. Jak się okazało, oczekiwać możemy absolutnie wszystkiego – zarówno rzeczy pozytywnych, jak i negatywnych. Coś na ten temat mogą powiedzieć przedstawiciele ostatniej z grup, gdzie punkty pogubiła pierwsza Sandecja Nowy Sącz i Siarka Tarnobrzeg. Lider rozgrywek, mający w całym III-ligowym ekosystemie największą przewagę nad drugą drużyną zimą przegrał wszystkie sparingi i przegrał również inaugurację na Podlasiu – tracąc największą ilość goli od maja 2024 roku. Na potknięciu Sączersów skorzystała ligowa czołówka za wyjątkiem Siarkowców. W Lubartowie, gdzie Lewart do tej pory zdołał wygrać tylko jedno spotkanie i wydusić z siebie siedem goli jeszcze na dobre nie zaczął się mecz, a już zapachniało sensacją. Goście zdołali odpowiedzieć tylko raz z jedenastu metrów.
Inny, dość sensacyjny podział punktów miał miejsce w Brzegu – mieście, w którym delikatnie rzecz ujmując III-ligowe spotkania przez całą jesień do najciekawszych nie należały. Biegający za piłką bez ładu i składu beniaminek nie zdołał uciułać tam ani jednego punktu, aż do soboty. Po bezbramkowym remisie z LKS Goczałkowice Zdrój gospodarze przerwali więc swoją domową niemoc, a goście przedłużyli swoją passę bez porażki do dziesięciu spotkań. Tyle, że po takim rezultacie trudno mieć powody do zadowolenia, których próżno również po weekendzie szukać przy Oporowskiej we Wrocławiu. Tam liderujące rezerwy Śląska przegrały już po raz trzeci w tym sezonie, tym razem z dwójką Górnika Zabrze.
Kawał naprawdę niezłej piłki zaserwowano na początek marca w Kleczewie. Miejscowy Sokół postanowił od razu dobrać się do skóry i dziobać lidera rozgrywek ze Starogardu. Efekt? Ogromne zaangażowanie gospodarzy, dużo emocji, a przede wszystkim trzy bramki strzelone, jedna stracona i lot na szczyt tabeli. Rozgrywający już czternasty sezon z rzędu na poziomie III ligi Sokół zdaje się być już chyba zmęczony ligową rutyną podobnie zresztą jak obecny w tej grupie zdobywca Pucharu Polski sprzed jedenastu lat. W Bydgoszczy po dziewiątym spotkaniu bez porażki z optymizmem mogą spoglądać w wiosenną przyszłość, która przyniesie aż dwanaście spotkań, w których Zawisza wystąpi w roli gospodarza.
Bardzo źle wiosenne zmagania w pierwszej grupie rozpoczął pogrążony od dłuższego czasu w totalnym marazmie Stomil Olsztyn, który przegrał już po raz dziesiąty w tym sezonie. Poprawnie natomiast ligowy 2025 rok rozpoczęła Unia Skierniewice. Jak powszechnie wiadomo lider nie zwykł przegrywać i nie inaczej było w Łowiczu z miejscowym Pelikanem. Gospodarze przegrali już po raz szósty z rzędu, a goście może nie zaczęli z pompą, ale w przeciwieństwie do pozostałych grup w roli faworytów nie zawiedli. Podobnie jak druga drużyna Legii, dla której wygrana z Bronią Radom była siódmą z rzędu na własnym terenie.
Hubert Mikusiński